WALTER MOLINO
Niezapomniany ilustrator "La Domenica del Corriere"



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski






Byli tacy artyści, których nie sposób pomylić z nikim innym. Wystarcza nam jeden rzut oka i już wiadomo, że to on. Walter Molino - człowiek o czułej wyobraźni i diabelskim zmyśle dramatycznym - przez ćwierć wieku był duszą i sercem okładek słynnego „La Domenica del Corriere”, tygodnika, który Włosi czytali z taką samą niecierpliwością, z jaką inni czekają na kolejne odcinki hitowego serialu na Netflix.


Molino zawsze potrafił wydobyć z codzienności coś, co przypominało kadr tuż przed eksplozją losu. Jeśli w jego świecie samochód hamował — to zawsze pół sekundy za późno. Jeśli pociąg jechał — to jak wściekła bestia, gotowa połknąć pasażerów. A jeśli na ulicy panowała zwyczajna krzątanina, to Molino robił z niej wielką, płomienną operę emocji. Jego okładki były jak fotografie z dramatu, którego finał miał dopiero nadejść: niosły napięcie, przestrzegały, bawiły — ale przede wszystkim opowiadały historię, i to w sposób, który czynił z czytelnika współuczestnika zdarzeń.







Ci, którym danym był bliższy kontakt z nim twierdzą, że był to człowiek niezwykle łagodny, ciepły, a na dodatek nieco wstydliwy. Współpracownicy wspominali, że choć potrafił malować najstraszliwsze katastrofy, sam żył skromnie, bez krzty teatralności. Wolał rozmawiać o ludzkich twarzach, o światłach miasta odbijających się w deszczu, o tym szczególnym momencie, gdy bohaterowie jego ilustracji, ci zwykli

anonimowi ludzie, nagle w jednej chwili stawali się postaciami wielkiego spektaklu.







Panuje przekonanie, że Molino nie tworzył dla sławy i nawet o niej nie myślał. Tworzył, gdyż chciał zatrzymać chwilę, tę jedną sekundę, w której życie pokazuje swoją prawdziwą naturę: kruchą, nieprzewidywalną, czasem straszną, a czasem wzruszająco piękną i wzruszającą. I właśnie dlatego jego prace pozostają tak żywe - bo są o nas. O naszym strachu, naszej odwadze, naszej codziennej walce o kawałek normalności w świecie, który tak często bywa szalony.







Dziś nazwisko Moliniego powraca nie tylko na wystawach czy w katalogach, lecz także w internecie, gdzie jego prace zyskują drugą młodość. Ludzie odkrywają go na nowo i zachwycają się tym, jak przewidział współczesność — choćby słynną ilustracją futurystycznych jednoosobowych pojazdów, przypominających dzisiejsze kapsuły bezpieczeństwa. Przed czasem, a jednak boleśnie aktualnie.







Walter Molino pozostaje więc nie tylko mistrzem ilustracji, ale też poetą ludzkiej kruchości. Człowiekiem, który uczył, że nawet w pędzie świata można dostrzec ułamek piękna, jeśli tylko ma się odwagę zatrzymać go na papierze. I dlatego właśnie - chociaż minęły dekady - jego okładki wciąż mówią, wciąż poruszają, a przede wszystkim wciąż żyją. Włoski ilustrator, który zachwycał całe pokolenia, dziś zachwyca kolejne.







Walter Molino (1915–1997) – włoski ilustrator, karykaturzysta i twórca komiksów, urodzony w Reggio Emilia, od młodości związany z Mediolanem. Karierę zaczynał w latach 30. jako rysownik satyryczny, współpracując z pismami Bertoldo, Il Monello i L’Intrepido. W 1941 roku zastąpił Achille Beltrame jako główny ilustrator okładek „La Domenica del Corriere”, co zapewniło mu sławę jednego z najbardziej rozpoznawalnych artystów włoskiej prasy. Tworzył dynamiczne, pełne dramatyzmu sceny, które łączyły dokument z emocjonalną narracją. Po zamknięciu tygodnika kontynuował pracę jako ilustrator i autor okładek magazynów. Zmarł w Mediolanie, pozostawiając po sobie kilkaset prac, które do dziś fascynują swoją energią, wyobraźnią i mistrzowskim opanowaniem opowieści obrazem.