Kobieta jako naczynie.
Przykład ceramiki "body vessel"



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski






Są formy, które udają, że nic nie znaczą. Dzban. Amfora. Naczynie. Kształt stworzony już przed wiekami do przechowywania wody, wina, oliwy. Coś, co ma być użyteczne, milczące, podporządkowane funkcji. Forma użytkowa. Cisza materii.


A potem ktoś dodaje ciało. Nie całe. Wystarczy fragment - piersi, zarys torsu. Nagle wszystko się przesuwa. Naczynie przestaje być przedmiotem. Staje się czymś niepokojącym: ciałem, które nie ma głowy, ale ma znaczenie.


I wtedy pojawia się gest. Dłoń. Dłoń chwytająca pierś. Pojawia się nie jako czułość. Nie jako ochrona. Nie jako intymność. Jako chwyt. Gest zawłaszczenia, chłodny, niemal demonstracyjny. Jakby ktoś chciał powiedzieć: to należy do mnie. To można ująć. To można posiadać.


I nagle stara metafora wraca z całą siłą: Kobieta jako naczynie. Naczynie od zawsze było metaforą ciała. W starożytnych tekstach, w religii, w języku — kobieta jako „naczynie”, ciało jako „pojemnik”, coś, co ma przyjąć, przechować, wydać. Stare jak kultura. Stare jak władza nad znaczeniem.


I nie jest to metafora przypadkowa. W katolickiej Litanii loretańskiej Maryja nazywana jest „naczyniem duchownym”, „naczyniem czcigodnym”, „naczyniem osobliwego nabożeństwa”. Ciało jako naczynie zostaje tu wyniesione do rangi sacrum — czyste, wybrane, przeznaczone do przyjęcia tego, co wyższe. Ale każda sakralizacja ma swój cień. Bo skoro coś jest naczyniem, to znaczy, że jest dla czegoś. A to, co jest „dla”, bardzo łatwo staje się czymś, co można zawłaszczyć.


Ale tutaj nie chodzi już o metaforę. Tutaj ona zostaje dosłownie ulepiona z gliny. Zamieniona w formę użytkową. Pozbawiona twarzy, głosu, indywidualności. Zostaje tylko to, co było przez wieki definiowane jako jej „istota”. Ciało. I ręka, która to ciało bierze.


Najbardziej niepokojące jest to, że nie wiemy, do kogo ta ręka należy. Nie widzimy reszty postaci. Nie ma właściciela gestu. Nie ma sprawcy - jest tylko sam akt. Nie ma tu przemocy. Ale nie ma też niewinności.


I może właśnie to jest najmocniejsze, bo to nie jest opowieść o jednym człowieku. To jest opowieść o mechanizmie. O kulturze, która przez stulecia uczyła, że ciało kobiety jest czymś, co można nazwać, opisać, a w końcu uchwycić i mieć.


Ten dzban wygląda jak artefakt. Jak coś wydobytego z ziemi, z przeszłości, z jakiegoś zapomnianego świata. Ale nie dajmy się zwieść. On nie jest z przeszłości. To praca nieznanego nam współczesnego artysty ceramika. Klasyczny przykład tzw. „body vessel” - naczynia, które łączy funkcję ceramiczną z fragmentem ludzkiego ciała. To język współczesnej rzeźby konceptualnej, grającej erotyką, cielesnością, uprzedmiotowieniem ciała, a czasem też ironią wobec tradycji klasycznej.



👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.







MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024