- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
- frida-diego-banknot
- siemiradzki-kobieta-albo-waza
- siemiradzki
- malcolm-t-liepke
- madonna-kolekcja-obrazow
- hopper-railrod sunset
- lev-trotsky
Cisza po człowieku.
O
samotności w malarstwie Edwarda Hoppera
Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski
Edward Hopper "Railroad station". Zbiory Whitney Museum of American Art.
Są malarze, których rozpoznajemy po kolorze. Innych po sposobie prowadzenia pędzla. Jeszcze innych po temacie. Ale Edwarda Hoppera rozpoznać można po nastroju. Wystarczy jedno spojrzenie i już wiadomo, że to jego świat: pustawa ulica, samotne okno, kobieta siedząca bez ruchu na hotelowym łóżku, nocny bar albo stacja benzynowa stojąca gdzieś na uboczu. Świat na pozór zwyczajny, a jednak podszyty czymś trudnym do nazwania. Ciszą? Smutkiem? Poczuciem oddalenia? Chyba wszystkim naraz.
Hopper stał się kronikarzem amerykańskiej samotności. Nie tej romantycznej z dawnej poezji, lecz nowoczesnej i miejskiej — samotności człowieka otoczonego innymi ludźmi, a mimo to zamkniętego we własnym wnętrzu. Jego bohaterowie wyglądają tak, jakby czekali na coś, co nigdy nie nadejdzie. To zapewne jeden z powodów, dla których malarstwo Hoppera starzeje się zadziwiająco wolno. Dzisiejszy człowiek rozpoznaje w nim siebie bez większego trudu.
Najbardziej znanym obrazem artysty pozostają oczywiście "Nighthawks" — nocna scena w barze, która stała się niemal ikoną XX wieku. Hopper nie potrzebował jednak ludzi, by mówić o samotności. Czasami wystarczał mu krajobraz. A może raczej: krajobraz po człowieku.
Takim właśnie obrazem jest „Railroad Sunset”. Kompozycja dzieła wydaje się niemal ascetyczna. Tory kolejowe. Samotna wieża sygnałowa. Pas ciemnego krajobrazu i niebo rozpalone zachodzącym słońcem. Koniec opisu. Można by powiedzieć: banalny widok z amerykańskiej prowincji. Hopper był jednak mistrzem wydobywania metafizyki ze zwyczajności.
Najbardziej uderza tu pustka. Nie ma żadnego człowieka. A jednak jego obecność czuje się niemal fizycznie. Tory, sygnalizacja, kolejowa infrastruktura — wszystko to są ślady ludzkiej działalności. Człowiek uporządkował przestrzeń. Przeciął krajobraz liniami techniki. Zbudował system komunikacji i postępu… po czym jakby zniknął.
Pozostała samotna wieża patrząca w zachód słońca, którego nikt już nie ogląda.
I właśnie tutaj Hopper okazuje się artystą znacznie bardziej filozoficznym, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Ameryka końca lat 20. była przecież pijana nowoczesnością. Kolej, przemysł, urbanizacja — wszystko pędziło naprzód. Hopper nie maluje jednak triumfu cywilizacji. Nie interesuje go propaganda postępu. Interesuje go psychologiczny koszt nowoczesności.
W „Railroad Sunset” niezwykle ważne jest światło. Niebo niemal płonie czerwienią i pomarańczą. Hopper maluje je szerzej, miękcej i swobodniej niż chłodną, geometryczną konstrukcję wieży. Dzięki temu natura wydaje się żywa i pulsująca, podczas gdy element techniczny pozostaje nieruchomy i sztywny.
Natura oddycha. Technika trwa.
Można odnieść wrażenie, że Hopper pokazuje tutaj coś więcej niż zwykły zachód słońca. Być może jest to także subtelny obraz wygasającej wiary w to, że postęp automatycznie uczyni człowieka szczęśliwszym. Artysta patrzy na Amerykę z podziwem, ale i z melancholią. Widzi potęgę nowoczesności, lecz dostrzega również jej emocjonalną cenę.
Dlatego obrazy Hoppera działają tak mocno także dziś. Współczesność jedynie pogłębiła problemy, które przeczuwał niemal sto lat temu. Żyjemy szybciej, komunikujemy się bez przerwy, otaczają nas technologie, a mimo to wielu ludzi doświadcza dziwnego poczucia izolacji. Hopper malował ten stan długo przed epoką internetu i sztucznej inteligencji.
Co ciekawe, wpływ Hoppera dawno wykroczył poza świat malarstwa. Jego sposób budowania przestrzeni, światła i samotności ogromnie oddziaływał na kino XX wieku. Echo jego obrazów można odnaleźć w filmach Alfreda Hitchcocka, Davida Lyncha czy Wima Wendersa. Szczególnie „Nighthawks” stał się wręcz archetypem filmowej samotności — nocnej, miejskiej i cichej.
Być może dlatego pejzaże Hoppera pozostają tak przejmujące. Nie krzyczą. Nie epatują dramatem. Nie próbują szokować. Artysta pokazuje jedynie zwyczajny fragment świata — i nagle okazuje się, że w tej ciszy kryje się coś bardzo niepokojącego. Coś, co zostaje z widzem jeszcze długo po odejściu od obrazu.
Obraz „Railroad Sunset” znajduje się obecnie w zbiorach Whitney Museum of American Art. Trafił tam jako część ogromnego zapisu testamentowego Josephine Nivison Hopper, która po śmierci męża przekazała muzeum ponad trzy tysiące jego prac — obrazy, akwarele, rysunki i szkice.
To zresztą bardzo ważny wątek w historii Hoppera. Josephine, sama będąca malarką, przez lata pozostawała w cieniu męża, choć odegrała ogromną rolę w budowaniu jego spuścizny. Była nie tylko modelką i partnerką życiową, lecz także archiwistką, organizatorką i kronikarką jego twórczości. Dzięki niej Whitney posiada dziś największy na świecie zbiór dzieł Hoppera.
Warte uwagi, że „Railroad Sunset” przez całe życie pozostawał własnością samego artysty i jego żony. Nie przechodził przez ręce wielkich prywatnych kolekcjonerów ani handlarzy sztuką, co w przypadku tak znanego dzieła jest dość wyjątkowe.
Samo muzeum podkreśla również, że scena nie przedstawia konkretnego miejsca. Hopper namalował obraz już po powrocie do nowojorskiej pracowni, łącząc wspomnienia podróży kolejowych z elementami wyobraźni.
I być może właśnie dlatego obraz działa tak silnie. Nie jest zapisem jednego miejsca, lecz pewnego stanu. Ciszy po człowieku. Świata, który trwa dalej — nawet wtedy, gdy nikt już na niego nie patrzy.
👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.
MICHAŁKI
czyli to i owo sprzed lat
ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI
od 2024