Wilhelm Tomasz Sasnal (ur. w 1972 w Tarnowie), polski malarz i reżyser filmowy, lubuje się w portretowaniu polityków, nawet tych, którymi pogardza. Nie maluje jednak ich jak tradycyjny portrecista. Jest to wątek prowadzony przynajmniej od końca lat dziewięćdziesiątych.
Jego portfolio obejmuje demokratycznych przywódców, dyktatorów, nacjonalistów, działaczy skrajnej prawicy i sekretarzy generalnych ONZ. Stworzył między innymi portrety Marine Le Pen, Geerta Wildersa i Awigdora Liebermana, ponieważ – jak sam powiedział – uważa ich za faszystów, a obrazy były wyrazem jego sprzeciwu wobec nich.
Polityczne portrety Sasnala bywają jednocześnie rozpoznawalne i dziwnie obce. Najdalej od tradycyjnego portretu Sasnal odszedł w obrazie "Hitler" z 2010 roku. Nie powtórzył jednego z najbardziej rozpoznawalnych wizerunków XX wieku. Nie namalował charakterystycznego wąsika, munduru ani spojrzenia dyktatora.
Twarz Hitlera zniknęła pod ciemną warstwą farby. Wizerunek rozpada się na niemal abstrakcyjną, czarną powierzchnię, którą ukośnie przecina brunatny kształt przypominający zardzewiały żelazny pręt lub sztabę. Ten ciężki, materialny element wygląda jak przeszkoda, rana albo bariera przekreślająca obraz. Gdyby nie tytuł, nie sposób byłoby odgadnąć, kogo przedstawia płótno. Hitler nie zostaje tu pokazany, lecz zasłonięty, przecięty i niemal usunięty z pola widzenia.
Odczytujemy to jako świadomą odmowę dalszego rozpowszechniania twarzy Hitlera - wizerunku, który przez dziesięciolecia był reprodukowany w książkach, filmach, gazetach i telewizji. Można w tej pracy widzieć symboliczne odebranie Hitlerowi prawa do dalszego panowania nad ludzką wyobraźnią.
Dyktatorzy potrzebują wizerunków. Budują z nich kult, narzędzie propagandy i własną nieśmiertelność. Sasnal ten mechanizm niszczy swoim obrazem. Nie sportretował Hitlera jako demonicznego geniusza zła. Nie przydał mu wielkości, tajemnicy ani fascynującej potworności. Nie pozwolił mu po raz kolejny wejść na scenę historii i przyciągnąć spojrzenia. Odebrał mu twarz.
Pozostało tylko nazwisko i czarna powierzchnia, jak wypalony ślad po człowieku, który chciał podporządkować sobie świat, a sam został sprowadzony do plamy.
To portret będący aktem odmowy. Odmowy patrzenia na Hitlera tak, jak sam chciał być widziany.
👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.