- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
CIPKA WYCHODZI NA SCENĘ
Janelle Monáe w teledysku do utworu PYNK
Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski
Spodnie-wagina. Kadr z teledysku do utworu "PYNK".
W teledysku do utworu PYNK pojawia się element, który trudno pomylić z czymkolwiek innym: różowe, falujące formy okalające biodra tancerek, określane potocznie jako „spodnie-wagina”. To jeden z tych obrazów, które nie udają, że są czymś więcej ani mniej, niż są. Nie kryją się za wielopiętrową metaforą ani nie chowają za zasłoną estetycznej powściągliwości. Przeciwnie — mówią wprost, a jednocześnie nie przestają być formą, stylizacją, konstrukcją wizualną. W tym napięciu między dosłownością a artystycznym przetworzeniem kryje się ich właściwe znaczenie.
Waginy nie mają dobrej prasy¹. W przestrzeni publicznej pojawiają się najczęściej w kontekstach, które trudno uznać za godne — jako przedmiot grubiańskich deklaracji polityków, jako cel internetowych kpin, jako problem medyczny wymagający korekty, jako źródło podejrzeń wobec własnej biologii albo jako argument w niekończących się sporach o tożsamość i przestrzeń społeczną².
Zbyt często są czymś, co się reguluje, poprawia, dyscyplinuje albo przynajmniej — przemilcza. Przez większą część historii sztuki kobiece ciało, a szczególnie jego najbardziej intymne aspekty — to, co język naukowy nazywa waginą, a język codzienny — ten bardziej niewygodny — po prostu cipką — podlegało mechanizmom ukrywania, sublimacji lub symbolicznego przekształcenia.
Dlatego moment, w którym Janelle Monáe pojawia się w swoim teledysku w wielkich, falujących, różowych „spodniach-waginie”, ma w sobie coś więcej niż tylko wizualną prowokację. Nie jest to gest skandalu, lecz raczej spokojne, choć efektowne przesunięcie akcentu: od wstydu ku widzialności, od kontroli ku afirmacji.
Sam klip, wyreżyserowany przez Emmę Westenberg, jest konsekwentny w tej strategii. Różowa estetyka, pustynny pejzaż i wspólnotowa choreografia budują świat, w którym ciało nie jest ani ukrywane, ani wystawione na cudze spojrzenie w tradycyjnym sensie. Zostaje raczej przetworzone w znak, którym można się posługiwać na własnych zasadach³.
„Spodnie-wagina” są tu kluczowe — nie jako element garderoby, lecz jako forma wizualna, która jednocześnie odsłania i stylizuje⁴. Ich dosłowność jest uderzająca, ale nie prowadzi do uprzedmiotowienia. Przeciwnie — odbiera widzowi komfort łatwego zaklasyfikowania obrazu. Nie jest to ani erotyka w klasycznym sensie, ani jej zaprzeczenie. To raczej demonstracja tego, że ciało może być reprezentowane bez konieczności podporządkowania się cudzym regułom.
Jednocześnie klip unika jednej z najczęstszych pułapek współczesnej kultury wizualnej: utożsamienia ciała z jedną, zamkniętą definicją. Nie wszystkie występujące w nim kobiety noszą „spodnie-waginę” i nie wszystkie muszą. Ten łatwy do przeoczenia detal okazuje się znaczący — wskazuje bowiem, że afirmacja ciała nie oznacza jego uniformizacji. Nie chodzi o zastąpienie jednej normy inną, lecz o poszerzenie pola, w którym możliwa jest identyfikacja.
Nie sposób jednak nie zauważyć ambiwalencji tej sytuacji. Bo nawet w tym obrazie — tak świadomie skonstruowanym — chodzi o coś, co kultura przez dekady próbowała ujarzmić, nazwać, wygładzić, a w języku prywatnym i tak pozostawało po prostu cipką. Obraz jest atrakcyjny, dopracowany i wpisany w logikę współczesnej produkcji wizualnej. W tym sensie gest emancypacyjny zostaje natychmiast wchłonięty przez mechanizmy estetyzacji, które potrafią przekształcić niemal każdą ideę w rozpoznawalny styl.
Pojawia się więc pytanie, czy mamy do czynienia z rzeczywistym odzyskaniem ciała, czy raczej z jego nową, bardziej wyrafinowaną formą przedstawienia. Być może jednak to pytanie nie wymaga jednoznacznej odpowiedzi. Być może właśnie w tej nierozstrzygalności ujawnia się specyfika współczesnej kultury, która nie operuje już prostymi opozycjami między wolnością a kontrolą.
„Spodnie-wagina” nie są ani jednoznacznym symbolem wyzwolenia, ani jedynie kolejnym produktem wizualnej gry. Są raczej miejscem przecięcia tych dwóch porządków. Jeżeli zestawić tę wizję z mroczniejszymi przedstawieniami ciała obecnymi w innych obszarach współczesnej wyobraźni — gdzie jawi się ono jako przestrzeń przemocy, zależności i rozpadu — ujawnia się napięcie charakterystyczne dla naszej epoki. Z jednej strony mamy ciało jako pułapkę, z drugiej — jako przestrzeń afirmacji i wspólnoty. Te dwa porządki nie wykluczają się, lecz istnieją równolegle jako odmienne odpowiedzi na ten sam problem.
„Spodnie-wagina” nie są więc ani wyłącznie żartem, ani czystym manifestem. Są raczej momentem, w którym ciało zostaje tak silnie przekształcone w znak, że zaczyna funkcjonować jednocześnie jako wyraz wolności i jako forma kontroli⁵. Być może nie chodzi już o to, czy ciało zostało odzyskane, lecz o to, że nauczyliśmy się je przedstawiać tak skutecznie, iż nie sposób już odróżnić wolności od jej najdoskonalszej stylizacji.
Janelle Monáe. Kadr z teledysku do utworu "PYNK".
W Polsce teledysk „PYNK” został zauważony — choć może lepiej powiedzieć: dostrzeżony kątem oka. Przemknął przez portale, pojawił się w kilku komentarzach, wzbudził krótkotrwałe poruszenie, po czym ustąpił miejsca sprawom poważniejszym, czyli kolejnym sporom o to, co wolno, a czego nie wypada pokazywać. W kraju, w którym ciało wciąż najchętniej funkcjonuje jako problem do uregulowania, a nie jako doświadczenie do przeżycia, różowe „spodnie-wagina” okazały się jednocześnie zbyt dosłowne i zbyt niewinne — zbyt oczywiste, by je potępić z pełnym przekonaniem, i zbyt śmiałe, by przyjąć bez lekkiego skrępowania. Ostatecznie więc wpisano je w dobrze znany porządek: obejrzeć, skomentować półgębkiem, a potem odłożyć na półkę z napisem „to nie u nas”. Bo przecież u nas — jak wiadomo — ciało nadal najlepiej wygląda wtedy, gdy go właściwie nie widać.
PRZYPISY
1. Nagranie z 2005 r., ujawnione w 2016 r. (Access Hollywood tape), w którym Donald Trump używa sformułowania „grab them by the pussy”, stało się jednym z najbardziej komentowanych przykładów uprzedmiotawiającego języka wobec kobiet w przestrzeni publicznej. Zob. The Washington Post, 7 października 2016.
2. Michel Foucault, Historia seksualności, t. 1: Wola wiedzy, tłum. B. Banasiak (Warszawa: Czytelnik, 1995).
3. Laura Mulvey, „Visual Pleasure and Narrative Cinema”, Screen 16, nr 3 (1975): 6–18.
4. Valerie Steele, Fashion and Eroticism: Ideals of Feminine Beauty from the Victorian Era to the Jazz Age (New York: Oxford University Press, 1985)
5 Joanne Entwistle, The Fashioned Body: Fashion, Dress and Modern Social Theory (Cambridge: Polity Press, 2000). Eve Barlow, „Janelle Monáe’s ‘Pynk’ Is a Celebration of Sexuality and Self-Love”, The Guardian, 11 kwietnia 2018 Meaghan Garvey, „Janelle Monáe: Dirty Computer Album Review”, Pitchfork, 27 kwietnia 2018.
MICHAŁKI
czyli to i owo sprzed lat
ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI
od 2024