JEZUS MARIA INCOMPOSITUS
czyli Dwójca Święta Weroniki Leczkowskiej



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Weronika Leczkowska, Jezus Maria Incompositus, technika własna.

Źródło: artinhouse.pl.




Są takie obiekty, które nie chcą być ani obrazem, ani rzeźbą, ani deklaracją. Wymykają się kategoriom, jakby same nie były pewne, czym właściwie są. Dzieło Weroniki Leczkowskiej Jezus Maria Incompositus należy właśnie do tej grupy. Nie daje się łatwo nazwać i być może na tym polega jego sens.


Już sam tytuł działa jak pęknięcie. „Incompositus” — nieuporządkowany, rozbity, niespójny. To słowo nie tyle opisuje formę, ile stan. Nie mamy tu do czynienia z figurą sakralną w tradycyjnym sensie. Nie traktujemy jej jako przedstawienie, to jest raczej ślad po przedstawieniu, coś, co przeszło przez doświadczenie destrukcji i zostało złożone na nowo, ale całkiem bez ambicji przywrócenia pierwotnej całości.


Punktem wyjścia jest gest, który artystka sama określa jako upcycling czyli odzyskiwanie i przekształcanie zniszczonych figur religijnych. W praktyce oznacza to coś więcej niż estetyczną strategię. To działanie przypomina raczej odwróconą konserwację: nie przywraca się dawnego porządku, lecz akceptuje fakt, że porządek został utracony.


W tradycji chrześcijańskiej istnieje pojęcie felix culpa — „szczęśliwej winy”, która staje się warunkiem odkupienia. Leczkowska zdaje się pracować na podobnej logice: to, co zniszczone, nie jest przeszkodą, lecz warunkiem nowego sensu. Nie mamy tu więc figury „naprawionej”. Mamy figurę, która przetrwała.


Zestawienie imion „Jezus” i „Maria” odsyła do jednego z najbardziej podstawowych układów ikonograficznych w sztuce chrześcijańskiej. Jednak w tej pracy relacja ta ulega całkowitemu rozpadowi. Nie ma tu ani sceny, ani gestu, ani dialogu. Jest samotna postać.


W tym sensie dzieło wpisuje się w szerszy proces, który Jean-François Lyotard opisywał jako „kryzys wielkich narracji”. Religia — podobnie jak inne systemy znaczeń — traci swoją spójność i zostaje rozbita na doświadczenia jednostkowe, fragmentaryczne, nieciągłe. Figura Leczkowskiej nie opowiada historii zbawienia. Jest raczej jej resztką.


Kluczowym elementem kompozycji jest obecność maszyny do szycia. Nie jako dekoracji, lecz jako równorzędnego partnera dla figury. Maszyna — narzędzie reperacji, łączenia, zszywania. Figura — coś, co zostało zszyte. Ale zszyte niedoskonale.


Nie ma tu próby ukrycia szwów. Przeciwnie — są one wyeksponowane, jakby artystka chciała podkreślić, że proces naprawy nie przywraca pierwotnej niewinności. Świat po pęknięciu można jedynie złożyć na nowo, ale zawsze będzie widać, gdzie się rozpadł.


W tym sensie praca Leczkowskiej wpisuje się w estetykę bliską japońskiemu pojęciu kintsugi — sztuki naprawy poprzez eksponowanie pęknięć. Różnica polega na tym, że tutaj nie ma złota. Jest surowość.


Jednym z najbardziej uderzających elementów figury jest twarz — czarna, pokryta białymi punktami. Artystka odwołuje się do kultury plemienia Caro z Etiopii, traktując ten gest jako wyraz uniwersalizmu i równości.


Jednak w obrębie samego dzieła pojawia się napięcie, którego nie sposób zignorować. Twarz jest jednocześnie naznaczona i anonimowa, konkretna i odarta z indywidualności, silnie obecna i zarazem zasłonięta.


Można odczytać ten gest jako próbę przekroczenia granic kulturowych. Ale można też postawić pytanie, czy każda taka próba nie niesie ze sobą ryzyka nadpisania jednego porządku przez drugi. W tym sensie figura staje się polem negocjacji — nie tylko między sacrum i profanum, lecz także między różnymi systemami znaczeń.


Najbardziej uderzające w tej pracy jest jednak coś innego: konsekwentna odmowa harmonii. Tradycyjna sztuka sakralna — nawet gdy przedstawiała cierpienie — dążyła do pewnej formy ładu. Tutaj mamy do czynienia z estetyką, którą można by nazwać estetyką „nieporządku”.


Materia nie układa się w formę — raczej się w niej buntuje. Farba spływa, tkaniny się nakładają, struktura się rozwarstwia. To nie jest obraz cierpienia. To jest materia cierpienia.


Jezus Maria Incompositus nie jest pracą, która ma przywracać wiarę ani ją podważać. To raczej obiekt, który rejestruje stan współczesnej wrażliwości: świat po utracie jedności, po rozpadzie znaczeń, po doświadczeniu, którego nie da się już opowiedzieć w całości.


Nie ma tu powrotu do początku. Nie ma rekonstrukcji. Jest próba trwania mimo wszystko. I może właśnie dlatego ta figura nie próbuje być piękna. Próbuje być prawdziwa.






Weronika Leczkowska, Jezus Maria Decompositus, technika własna. Fragment.

Źródło: artinhouse.pl.






👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.





MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024