WALID EBEID
Malarz kobiecej krzywdy i godności



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Walid Ebeid, współczesny malarz pochodzący z Jemenu, mieszkający w Egipcie.

Zdjęcie dzięki uprzejmości dailynewsegypt.com.




Ebeid widzi w kobiecie także coś więcej. Symbol. Nie w banalnym, akademickim znaczeniu, lecz w sensie egzystencjalnym. Kobieta jako ojczyzna. Kobieta jako Egipt — kraj, który w jego oczach przeszedł w ostatnich dekadach gwałtowne, często bolesne przemiany. To zestawienie nie jest przypadkowe. W obu przypadkach mamy do czynienia z ciałem poddanym naciskowi historii.


Jego malarstwo wyrasta z doświadczenia — i to doświadczenia podwójnego. Z jednej strony dzieciństwo spędzone częściowo w Jemenie, w krajobrazie niemal idyllicznym, który ukształtował jego wyobraźnię. Z drugiej — powrót do Egiptu i obserwacja stopniowej utraty tej harmonii: natury zastąpionej przez chaos miasta, spokoju przez napięcie społeczne. Ta dychotomia — między utraconym ładem a współczesnym niepokojem — znajduje swoje odbicie w jego obrazach. Są one jednocześnie czułe i brutalne. Empatyczne, ale bez złudzeń.







Walid Ebeid należy do kategorii artystów głośno wyrażających swoją opinie o współczesnym świecie. Jego malarstwo nie jest dekoracją ani estetyczną grą form, lecz nader wyrazistym stanowiskiem. Pisząc o nim, chcemy od razu zaznaczyć - ten wizerunek artysty, który tu szkicujemy, oparty jest na wywiadzie przeprowadzonym przez Fatmę Lotfi dla egipskiego „Daily News” w 2018 roku. To ważne, bo Ebeid nie ukrywa się za interpretatorami. Mówi sam i mówi jasno.









Na pierwszy rzut oka jego deklaracja może zaskakiwać. „Nie jestem feministą” - podkreśla. A jednak wystarczy przyjrzeć się jego obrazom, by zobaczyć, że kobieta zajmuje w nich miejsce centralne. Nie jako ornament, nie jako alegoria piękna, lecz jako figura cierpienia, napięcia, przemocy.


To pozorne napięcie szybko się jednak rozwiązuje. Ebeid nie chce być rzecznikiem jednej sprawy, bo — jak sam mówi — opowiada się po stronie człowieczeństwa jako takiego. Jego wrażliwość jest szersza, bardziej fundamentalna. Kobieta pojawia się w jego malarstwie dlatego, że w świecie, który obserwuje, to ona najczęściej doświadcza krzywdy. To ona staje się najbardziej czytelnym znakiem niesprawiedliwości. I w tym sensie - choć nie w sensie deklaratywnym - jego sztuka jest głęboko związana z walką o prawa kobiet i ich godność.







Ebeid nie wierzy w sztukę pozbawioną znaczenia. Dla niego obraz musi coś mówić — nawet jeśli zaczyna się od szkicu. To stanowisko może wydawać się dziś niemodne, w epoce, która chętnie oddziela formę od treści. On jednak idzie pod prąd. Z czasem sam przyznaje, że jego sztuka przeszła przemianę.


Zbyt silne zanurzenie w filozofii ustąpiło miejsca uważności na codzienność. Na konkretnego człowieka. Na jego cierpienie. I tu dochodzimy do sedna. Ebeid mówi wprost: artysta musi być po stronie ludzi. Nie po stronie ideologii, nie po stronie instytucji — lecz po stronie tych, którzy są słabsi. Jego deklaracja, że „wszyscy artyści są lewicowi”, nie jest manifestem politycznym w wąskim sensie. Jest raczej wyznaniem wiary w sztukę jako narzędzie zmiany. Sztuka — w jego rozumieniu — nie jest neutralna. Nigdy nie była. Jest ruchem. Jest sprzeciwem. Jest formą niezgody na to, co zastane.







Ebeib malować farbami olejnymi zaczął już jako ośmiolatek, przy silnym wsparciu ojca. W wywiadzie wspomniał: „Zauważył moje zainteresowanie rysunkiem i malarstwem. Zabierał mnie na zewnątrz z pastelami olejnymi i małą sztalugą. Zachował moje pierwsze szkice — po latach trafiły do mnie.”


W Kairze studiował na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Helwańskiego. Po ukończeniu studiów odmówił pracy jako asystent i wybrał drogę niezależnego artysty. „Chciałem po prostu być artystą. I miałem szczęście — ówczesny minister kultury Farouk Hosny zobaczył moje prace na wystawie dyplomowej i wsparł mnie przy organizacji pierwszej wystawy.”







Jak wspomina, zaproszono go do jednego z najbardziej prestiżowych miejsc wystawienniczych w Kairze. „To był ważny krok, choć nie sprzedałem wtedy ani jednego obrazu” — mówi z uśmiechem. „Ostatniego dnia wystawy pewna kobieta chciała kupić obraz dla córki, ale nie miała całej kwoty — 3000 funtów egipskich. Podarowałem jej obraz. I wierzę, że przyniosła mi szczęście — dwa tygodnie później sprzedały się wszystkie moje prace.”






Ze wspomnianego wywiadu z artystą pochodzi również ten fragment:


W swojej długiej karierze Ebeid podejmował tematy filozoficzne, społeczne i polityczne. Duży wpływ na jego rozwój miała domowa biblioteka odziedziczona po rodzicach. Czyta filozofię i literaturę, a jego malarstwo zawsze niesie znaczenie.


„Nie wyobrażam sobie obrazu bez idei. Nawet szkic musi coś znaczyć.” Krytycznie odnosi się do twórców, którzy malują „dla samego malowania”. „Jaki jest sens obrazu, jeśli nic nie przekazuje?”


Przyznaje jednak, że na początku kariery był zbyt silnie zanurzony w filozofii. „Z czasem postanowiłem bardziej wejść w życie ludzi i mówić o ich cierpieniu, codziennych problemach i trudnościach.”


Uważa, że taka jest rola artysty — opowiadać się po stronie człowieka. „Nie ma artysty prawicowego. Wszyscy artyści są lewicowi. Sztuka jest rewolucją — czy widziałaś kiedyś prawicową rewolucję? Gdybym nie był rewolucjonistą, nie potrafiłbym malować.”


Ebeid brał udział w rewolucji 25 stycznia 2011 roku. „Jeśli choć jednego dnia nie było wśród nas kobiety, nie czułem się bezpiecznie. Kobiety są symbolem bezpieczeństwa.”







👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.










MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024