- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
Odilon Redon: ŚMIEJĄCY SIĘ PAJĄK
Ikona symbolizmu graficznego XIX wieku
Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski
Jesteśmy oboje zafascynowani słynnymi „czarnymi obrazami” rysowanymi węglem, autorstwa francuskiego symbolisty Odilona Redona (1840-1916), zwanego księciem snów, jak również jego fascynacjami obrazami spod mikroskopu i naukami przyrodniczymi. Tak się składa, iż jedno z nas prowadziło jako pierwsze na świecie badania pająków zatopionych w bursztynie, używając w tym celu mikroskopu elektronowego. Uzyskane obserwacje powaliłyby z nóg Redona, który nie mógł pod zwykłym mikroskopem ujrzeć tego, co stosujący nowoczesne techniki badawcze. Siłą rzeczy więć zaintrygował nas jego "Śmiejący się pająk" (ang. The Smiling Spider, fr. L’Araignée qui sourit), stworzony około 1881 roku. Jest to jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieł jego "noirs", cyklu litografii i rysunków eksplorujących świat snu, fantazji i niepokoju.
Pierwsze spojrzenie może każdego zwieść. Oto pająk, który zdaje się uśmiechać - niemal zalotnie, niemal figlarnie. Lecz ten pozór szybko się kruszy, bo to stworzenie jest zarazem znajome i niepokojąco obce.
Zatrzymajmy się na chwilę przy faktach, które — jak to u Redona — tylko pozornie porządkują sytuację. Mamy do czynienia z litografią na papierze, związaną z cyklami Les Noirs oraz Les Origines, dziś rozproszoną w różnych kolekcjach, m.in. w Musée d'Orsay. To dzieło z okresu, gdy artysta z upodobaniem penetrował mroczne zakamarki wyobraźni, korzystając przy tym nie tyle z obserwacji świata, ile z jego wewnętrznych odpowiedników.
Weźmy choćby ten drobiazg: czarny nosek. Pająki, jak wiadomo, nosa nie mają. Ich aparat gębowy (tzw. szczękoczułki) jest zupełnie inny, bardziej drapieżny i złowrogi, sączący jad, pozbawiony tej „ludzkiej” miękkości formy. A jednak Redon dodaje nos, jakby chciał powiedzieć: to nie jest zwierzę, to jest postać. Dalej: ząbki, małe, wyszczerzone, niemal figlarne. Biolog powie: absurd. Historyk sztuki doda: znaczący absurd.
Jeszcze bardziej zastanawia liczba odnóży. Dziesięć zamiast ośmiu. Błąd? Nie u Redona! U niego nadmiar jest zawsze sygnałem. Przekroczenie normy biologicznej staje się tu przekroczeniem porządku świata. To już nie jest pająk, lecz jego wariant, może nawet jego idea, wyjęta spod kontroli natury.
I wreszcie rzecz najciekawsza: sylwetka. Bo jeśli odsunąć na bok uśmiech i ząbki, okaże się, że ogólny kształt tej istoty przypomina raczej pajęczaka zwanego kosarzem niż klasycznego pająka. Długie, cieniutkie, szeroko rozstawione odnóża, niewielkie zwarte ciało — coś, co w naturze budzi raczej zdziwienie niż grozę. Redon zdaje się więc łączyć różne porządki: naukowy szkic, dziecięcą wyobraźnię i coś jeszcze. Coś, co wymyka się nazwom.
Interpretatorzy (a było ich wielu!) próbowali ten obraz oswoić. Jedni widzieli w nim żart, niemal karykaturę świata przyrody, echo dziewiętnastowiecznych fascynacji mikroskopem, który nagle odsłonił formy równie dziwne, jak te z koszmarów. Inni szli dalej, widząc w „śmiejącym się pająku” figurę psychiki, czyli uśmiech, który nie jest radością, lecz maską. Uśmiech, który coś skrywa. W tym sensie Redon, zafascynowany rodzącą się psychiatrią i światem snów, tworzy obraz nie tyle stworzenia, ile stanu umysłu, wizualną metaforę lęku podszytego ironią.
Styl pracy tylko tę niejednoznaczność pogłębia. Miękkie, rozmyte linie, głęboka czerń, brak ostrego konturu ... To wszystko buduje atmosferę zawieszenia między formą a jej rozpadem. To już nie ilustracja, lecz sugestia. Nie przedstawienie, lecz stan.
My jednak, zwłaszcza Piotr, mając za sobą doświadczenie obserwacji mikroskopowych - i to elektronowych - jesteśmy skłonni czytać ten obraz jeszcze inaczej. Redon przeczuwał coś, czego nie mógł zobaczyć. Wiedział, że świat najmniejszych form jest jednocześnie tajemniczy i fantastycznie różnorodny. Gdyby mógł zajrzeć w struktury, które dziś ogląda się w powiększeniach mikroskopów elektronowych, zapewne uśmiechnąłby się podobnie jak jego pająk szelma. Zobaczyłby, że natura sama bywa bardziej „redonowska” niż jego własne wizje.
Nie bez znaczenia pozostaje też recepcja tej pracy. Dziś uznawana jest za ikonę symbolizmu graficznego końca XIX wieku i — co ciekawe — oddziaływała na twórców znacznie późniejszych, takich jak Max Ernst czy René Magritte, dla których podobne napięcie między realnością a absurdem stało się punktem wyjścia.
I może dlatego ten uśmiech jest tak niepokojący. Nie jest tylko żartem. Jest czymś w rodzaju porozumiewawczego mrugnięcia między światami nauki, wyobraźni i sztuki. Między tym, co widzialne, a tym, co jest lub dopiero będzie przeczuwane, a jeszcze nie odkryte.
👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.
MICHAŁKI
czyli to i owo sprzed lat
ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI
od 2024