- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
- frida-diego-banknot
- siemiradzki-kobieta-albo-waza
- siemiradzki
- malcolm-t-liepke
- madonna-kolekcja-obrazow
- hopper-railrod sunset
- lev-trotsky
- tomasz-koper-ziarno
- tomasz-koper-ziarno
- agnieszka-wagner
- kamila-kowalik
- ekslibris
- femme-qui-pisse
- bron-jej
- juan-pantaleon
- rorris-angelika
- totem
- sasna-hitler
- picabia
- francis-picabia
Agnieszka Wagner światłem malowana
Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski
Fotografia: Agnieszka Wagner, Warszawa 1995. Fot. Krzysztof Wellman / PAP-Afa Pixx.
Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że patrzymy na fotografię. Wizerunek Agnieszki Wagner wygląda raczej jak portret wykonany przez malarza około 1935 roku niż zdjęcie z końca XX wieku. Nic dziwnego, że wielu odbiorców ma w pierwszej chwili wątpliwości. W epoce, gdy fotografie najczęściej krzyczą kolorem, ostrością i nadmiarem szczegółów, ten kadr mówi szeptem.
Autorem zdjęcia jest Krzysztof Wellman [1], a fotografia powstała w Warszawie w 1995 roku. Wbrew pozorom nie przedstawia jednak aktorki swojej epoki. Pokazuje raczej wyobrażenie kobiety z innego czasu. Takiej, którą moglibyśmy spotkać na portretach międzywojennych arystokratek, aktorek lub bywalczyń eleganckich salonów. To właśnie dlatego ten portret działa. Nie dokumentuje, lecz kreuje.
Od samego początku fotografia miała kompleks młodszej siostry malarstwa. Potrafiła wiernie rejestrować rzeczywistość, ale przez długi czas nie była uznawana za pełnoprawną sztukę. Wielu fotografów próbowało więc udowodnić, że aparat może tworzyć dzieła równie wartościowe jak pędzel. Jedną z odpowiedzi na ten problem był piktorializm. Twórcy tego nurtu świadomie odchodzili od ostrości i dokumentalnej dosłowności. Operowali miękkim światłem, subtelnymi przejściami tonalnymi i wyszukaną kompozycją. Fotografię traktowali jak obraz.
Dziś piktorializm kojarzy się przede wszystkim z przełomem XIX i XX wieku, ale jego duch nigdy całkowicie nie zniknął. Od czasu do czasu powraca w portretach, które bardziej budują nastrój niż opowiadają historię. Portret Agnieszki Wagner jest właśnie jednym z takich przypadków.
Przyglądając się zdjęciu, szybko zauważamy, że wbrew pozorom najważniejsza nie jest tu sama aktorka. Równie istotna jest atmosfera. Miękkie światło wygładza rysy twarzy. Delikatne cienie modelują policzki i szyję. Ciemne tło odcina postać od otoczenia. Rękawiczki, fryzura i strój nie wskazują konkretnego momentu w historii, lecz przywołują skojarzenia z elegancją dawnej epoki.
Nie jest to fotografia reporterska. Nie próbuje uchwycić prawdy chwili, lecz tworzy pewną wizję kobiecości. Właśnie dlatego zdjęcie bardziej przypomina malarski portret niż typową fotografię prasową.
Patrząc na fotografię Krzysztofa Wellmana, trudno nie pomyśleć o Tamarze Łempickiej. Oczywiście nie chodzi o bezpośrednie podobieństwo. Na fotografii nie znajdziemy charakterystycznych dla Łempickiej ostrych płaszczyzn światła, geometrycznych form czy metalicznego połysku skóry. Brakuje też monumentalizacji postaci, tak typowej dla art déco. Pozostaje jednak coś ważniejszego: portretowana kobieta nie jest tu zwykłą osobą. Staje się symbolem elegancji, tajemnicy i dystansu. Tak samo działały najlepsze portrety Łempickiej. Nie opowiadały o konkretnych wydarzeniach. Tworzyły legendę. W obu przypadkach mamy do czynienia z wizerunkiem starannie skonstruowanym. Takim, który bardziej kreuje niż opisuje.
Przez stulecia nauczyliśmy się odczytywać określone środki artystyczne jako cechy malarstwa. Miękkie światło, ciemne tło, spokojna poza, ograniczona kolorystyka i skupienie uwagi na twarzy kojarzą nam się z portretami wychodzącymi spod pędzla malarza. Gdy widzimy fotografię wykorzystującą ten sam język wizualny, automatycznie skłonni jesteśmy przypisać ją malarstwu. To dowód, że aparat fotograficzny i pędzel nie są od siebie tak odległe, jak czasem sądzimy.
Fotograficzny portret Agnieszki Wagner przypomina o czymś jeszcze – o pierwotnym znaczeniu samego słowa „fotografia”. W dosłownym tłumaczeniu oznacza ono przecież „rysowanie światłem”. Na tym zdjęciu światło nie służy jedynie do pokazania twarzy aktorki. Staje się narzędziem kreacji. Modeluje, ukrywa, podpowiada i uwodzi. Zachowuje się dokładnie tak, jak zachowywałaby się farba na płótnie. Być może dlatego po trzydziestu latach od wykonania tego portretu wciąż można pomylić go z obrazem.
W świecie, w którym fotografie powstają milionami każdego dnia, większość z nich żyje kilka sekund. Ta przeżyła trzy dekady i nadal potrafi wywołać spór o to, czym właściwie jest - fotografią czy obrazem. A może jednym i drugim jednocześnie.
-------------------
[1] Krzysztof Wellman (ur. 1953) należy do grona najbardziej cenionych polskich fotografów portretowych. Przez dziesięciolecia współpracował z PAP i agencją Afa Pixx, tworząc wizerunki aktorów, artystów, polityków i ludzi kultury. Jego fotografie publikowały najważniejsze polskie czasopisma, a charakterystyczny styl łączy reporterską obserwację z wyczuciem klasycznego portretu.
👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.
MICHAŁKI
czyli to i owo sprzed lat
ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI
od 2024