- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
- frida-diego-banknot
- siemiradzki-kobieta-albo-waza
- siemiradzki
- malcolm-t-liepke
- madonna-kolekcja-obrazow
- hopper-railrod sunset
- lev-trotsky
- tomasz-koper-ziarno
- tomasz-koper-ziarno
- agnieszka-wagner
- kamila-kowalik
- ekslibris
- femme-qui-pisse
- bron-jej
- juan-pantaleon
- rorris-angelika
- totem
- sasna-hitler
- picabia
- francis-picabia
GEORGE RORRIS i ANGELIKA
- Rudowłosa na przystanku życia -
Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski
George Rorris, "Angelika", 2007-2010.
Na obrazie George’a Rorrisa1) naga rudowłosa kobieta siedzi na podłodze zniszczonego pokoju. Można by zacząć od opisu kompozycji, od układu dywanów, od ścian, od drzwi, od światła. Można by pisać językiem historii sztuki, bezpiecznym i zimnym. Ale ten obraz nie pozwala nam na całkowity chłód. Patrzymy na niego i czujemy, że nie chodzi tu tylko o akt, wnętrze i malarską materię. Chodzi o człowieka, który znalazł się w miejscu, gdzie nikt nie powinien być sam.
Angelika siedzi nisko, na podłodze. Wokół niej rozciąga się przestrzeń odpychająca, zużyta, jakby dawno opuszczona przez troskę. Ściany są chore od wilgoci, plam i przemijania. Dywan, kiedyś pewnie ozdobny, leży jak szczątki dawnego porządku. Lodówka, okno, drzwi, odrapany próg - wszystko tu jest zwyczajne, a zarazem niepokojąco martwe.
To nie jest dom, który chroni. To jest dom, który przestał obejmować człowieka opieką. A jednak najważniejsza jest ona. Nie kokietuje. Nie układa ciała dla przyjemności widza. Nie próbuje być Wenus, modelką, ozdobą, fantazją. Patrzy prosto w oczy obserwatorowi - bez skrępowania, ale też bez wyzwania. Bez złości. Bez teatralnego cierpienia. Jest w tym spojrzeniu coś, co trudno unieść: spokojna rezygnacja człowieka, który nie ma już siły tłumaczyć, dlaczego znalazł się właśnie tutaj. Jakby mówiła: „Tak, widzisz mnie. Właśnie tak. Bez osłony, bez dekoracji, bez kłamstwa”.
Jej ciało nie jest alabastrowe, świeże, idealne. Nie ma w nim akademickiej gładkości ani mitologicznego dystansu. To ciało nosi ślady życia albo przeżycia. Jest trochę zmęczone, trochę obolałe, trochę zbyt prawdziwe, aby dało się je zamienić w estetyczny przedmiot. I właśnie dlatego porusza, bo zachowuje powab, ale nie jest to powab obliczony na zachwyt. To powab istnienia, które mimo wszystko trwa. Ciepło ludzkiego ciała w pokoju, który wygląda, jakby dawno temu wyrzekł się ciepła.
Patrząc na Angelikę, trudno nie pomyśleć o tych chwilach, w których człowiek sam sobie wydaje się przegrany. Nie o wielkich katastrofach, zapisywanych w dokumentach, lecz o prywatnych zapaściach, po których trzeba jeszcze oddychać, jeszcze siedzieć, jeszcze patrzeć.
Rorris nie maluje krzyku. Maluje milczenie po krzyku. A może nawet coś bardziej gorzkiego: milczenie po tym, jak krzyk okazał się bezskuteczny. Ale nie chcemy powiedzieć, że jest to obraz całkowitej klęski. Im dłużej patrzymy, tym mocniej czujemy, że w tej scenie została ukryta bardzo skromna, niemal zawstydzona nadzieja.
Angelika nie leży bezwładnie. Nie odwraca twarzy do ściany. Nie znika w brudzie podłogi. Siedzi. Głowę ma podniesioną. Oczy są przytomne. Ciało, choć zmęczone, wciąż zachowuje własną formę. To nie jest ruina człowieka. To człowiek w ruinie.
Może więc ten pokój nie jest końcem. Może jest tylko przystankiem - złym, upokarzającym, odrażającym przystankiem życia. Miejscem, w którym nikt rozsądny nie chciałby zostać na zawsze. Miejscem, w którym człowiek siada, bo dalej już chwilowo nie może iść. Ale samo to, że patrzy, że trwa, że nie zasłania twarzy, otwiera inną możliwość. Jeszcze nie wszystko zostało rozstrzygnięte.
Dla nas właśnie to jest w tym obrazie najbardziej przejmujące. Nie sama nagość. Nie sama brzydota wnętrza. Nie sam kontrast między ciałem a zniszczonym pokojem. Najmocniejsze jest to, że Rorris pokazuje samotność bez upiększenia, ale też bez odebrania człowiekowi godności.Angelika jest samotna w sposób głęboki, niemal egzystencjalny. A jednak nie jest poniżona przez obraz. Poniża ją może miejsce, sytuacja, los, czas - ale nie spojrzenie malarza. I nie nasze spojrzenie.
Patrząc na nią, nie chcemy udawać obojętności. Nie chcemy schować się za wygodnymi słowami: „kompozycja”, „kolorystyka”, „akt”, „wnętrze”, „realizm psychologiczny”. One są potrzebne, ale nie wystarczają. Ten obraz dotyka czegoś, co zna każdy, kto choć raz znalazł się we własnym życiu na brudnej podłodze - dosłownie albo metaforycznie. Ktoś taki rozumie, że samotność nie zawsze ma postać pustego pokoju. Czasem ma postać własnego ciała, którego nie ma już siły nieść z dumą, ale którego nie wolno jeszcze porzucić.
Rudowłosa Angelika siedzi więc wśród plugawych ścian, na dywanie jak resztkach minionego piękna, wśród przedmiotów obojętnych i niemych. Ale jej obecność nie gaśnie. Jest małym, czerwonym płomieniem w szarej przestrzeni. Nie daje pewności ocalenia. Nie obiecuje szczęśliwego ciągu dalszego. A jednak nie pozwala powiedzieć, że wszystko już się skończyło. Może za chwilę wstanie. Może nie. Może długo jeszcze będzie siedzieć w tym miejscu, które nie powinno stać się niczyim domem. Ale dopóki patrzy, dopóki jej ciało zachowuje ciepło, dopóki nie odwraca twarzy od świata, dopóty obraz Rorrisa nie jest tylko obrazem rezygnacji. Jest także obrazem przetrwania. Nie pięknego, nie heroicznego, nie triumfalnego. Zwykłego, nagiego, ludzkiego przetrwania.
Nie bez znaczenia jest tytuł obrazu. Rorris nazwał go po prostu: "Angelika". Jakby chciał przypomnieć, że naga kobieta siedząca na podłodze zniszczonego pokoju nie jest tylko aktem, modelem, figurą samotności ani pretekstem do malarskiego studium. Ma imię. A imię Angelika brzmi w tym wnętrzu niemal boleśnie nie na miejscu. Przywołuje anielskość, światło, łagodność - wszystko to, czego pokój zdaje się już nie pamiętać. Może właśnie dlatego tytuł jest tak ważny?
W tym brudnym, odpychającym przystanku życia Angelika nie przestaje być Angeliką. Nie ma skrzydeł, nie została ocalona z ziemskiego ciężaru, nie unosi się ponad losem. A jednak imię chroni ją przed całkowitym poniżeniem. Mówi nam: patrzycie nie na upadek, lecz na człowieka.
"Angelika" należy do samego centrum twórczych zainteresowań Rorrisa: do jego malarstwa ciała, wnętrza, samotności i godności. Ale jest w niej coś jeszcze — bolesne przesunięcie aktu w stronę ludzkiego świadectwa. Patrzymy na nagą kobietę, a po chwili widzimy już nie nagość, lecz obecność. Nie modelkę, lecz Angelikę po przejściach.
1). George / Giorgos Rorris — grecki malarz figuratywny, ur. w 1963 roku w Kosmas w Kynurii na Peloponezie. Studiował w Ateńskiej Szkole Sztuk Pięknych u Panagiotisa Tetsisa i Yannisa Valavanidisa, a następnie w paryskiej École nationale supérieure des Beaux-Arts u Leonarda Cremoniniego. Uznawany jest za jednego z ważniejszych współczesnych greckich przedstawicieli malarstwa przedstawiającego szczególne miejsce w jego twórczości zajmują portrety, akty i samotne postacie ukazywane w intensywnie psychologicznych wnętrzach. W 2021 roku Fundacja Basila i Elise Goulandris poświęciła mu retrospektywną wystawę The Nobleness of Purity.
MICHAŁKI
czyli to i owo sprzed lat
ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI
od 2024