Talent nie zwalnia z przyzwoitości



Kamila Kowalik





Kamila Kowalik, malarka i autorka tekstu.




Poniżej publikujemy za zgodą autorki jej osobistą refleksję o krytyce, zazdrości i wzajemnym szacunku w środowisku artystycznym. To głos, który można odczytać szerzej - jako opowieść o relacjach między ludźmi, nie tylko między artystami.





Ludzie oczekują ode mnie recenzji, profesjonalnej oceny, nauki lub jednoznacznego werdyktu. Ja jednak konsekwentnie unikam oceniania cudzych prac.


Sztuka to przestrzeń absolutnej wolności i osobistego wyrazu. Każdy twórca przelewa na płótno swoje własne emocje, doświadczenia i wrażliwość. Jak mogłabym mierzyć cudzą duszę własną miarą? To, co nie przemawia do mnie, dla kogoś innego może być arcydziełem. Po co miałabym to oceniać, czy wyrażać własną opinię ?


Ocenianie artysty przez pryzmat jednego obrazu czy techniki jest powierzchowne. Zamiast oceniać, wolę po prostu doświadczać i szukać w tym dialogu. Niestety, ta zasada nie działa w obie strony.


Moje najtrudniejsze doświadczenia z krytyką nie pochodzą od laików, kolekcjonerów, nabywców czy odbiorców sztuki. Najbardziej bolesne, ostre i nieprzyjemne komentarze otrzymałam od innych twórców.


To niezwykle smutne i przykre zjawisko. Ludzie, którzy sami znają trud procesu twórczego, potrafią być wobec siebie nawzajem najbardziej bezwzględni. Czasami mam wrażenie, że niektórzy artyści/twórcy wręcz ubóstwiają krytykowanie innych, pouczanie. Jakby umniejszanie cudzych osiągnięć miało w jakiś sposób podnieść wartość ich własnej sztuki. Taka zawiść i brak empatii wewnątrz środowiska, które powinno się wspierać, odbiera radość z dzielenia się swoją pasją.


Dla mnie bycie malarką to coś znacznie więcej niż tylko sprawność techniczna czy rozpoznawalne nazwisko. W sztuce szukam prawdy, a ta kryje się nie tylko w plamach farby.


Ważniejsze od tego, co artysta tworzy, jest to, jakim jest człowiekiem. Liczy się dla mnie to, co ktoś sobą reprezentuje na co dzień. Prawdziwa wielkość rodzi się z klasy, pokory i szacunku do drugiego człowieka.


Piękne obrazy tracą dla mnie swój blask, jeśli ich autor emanuje jadem i arogancją. To całkowicie naturalne, że złośliwe pouczanie zmienia sposób, w jaki widzisz sztukę swoich oprawców. Słowa mają ogromną moc, a brutalny komentarz potrafi natychmiast zniszczyć zachwyt nad czyimś talentem.


Oto refleksja nad tym, dlaczego cudze obrazy nagle tracą swój urok, gdy zza płótna wyłania się toksyczny człowiek. Z takim artystą malarzem, absolwentem gdańskiej PWSSP, miałam wczoraj* wątpliwy kontakt w komentarzach pod jednym z moich obrazów. Totalnie straciłam szacunek do tego artysty po jego słowach, a nie był to pierwszy jego komentarz pod moimi obrazami wyrażający własną opinię. Cytuję: „Rzadko zdarza mi się patrzeć na coś równie paskudnego intelektualnie. To nawet nie jest dla dzieci - one nawet są na takie coś zbyt mądre.”


Nie wiem co dobrego miał wnieść jego komentarz? Noż kurczę! Zastanawiam się co musiałoby we mnie siedzieć, żeby napisać coś takiego lub podobnego komukolwiek i po co? A naprawdę zachwycałam się jego obrazami, które sprzedaje w galeriach, na aukcjach … Teraz zamiast zachwytu, owa sztuka zaczyna budzić mój niesmak i opór. Bo kiedy podziwiasz obraz, podziwiasz też duszę jego autora. Wierzysz, że osoba tworząca piękno sama ma w sobie wrażliwość i empatię. Wypowiedzenie pełnych jadu słów brutalnie niszczy tę iluzję.


Zamiast budować mury z jadu, wolę tworzyć mosty oparte na zrozumieniu. Wolę być człowiekiem, który wspiera, a nie sędzią, który niszczy cudzą pewność siebie i buduje swoje ego i wartość na krytykowaniu innych.


----------


* Tekst opublikowany po raz pierwszy 16 czerwca 2026 na facebook.com.







Kamila Kowalik prezentuje swój obraz „Nocne szepty światów” (50x50 cm, akryl na płótnie, 2026),






👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.





MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024