Karen Amy Finkel Fishof: Ręce precz!
Religijny zakaz manifestem kobiecej wolności









Karen Amy Finkel Fishof, „Hands Off. Shomer Negiah”, 2019, fotogram z farbą akrylową, ok. 203 × 163 cm. Religijna zasada ograniczająca dotyk spotyka się tu z manifestem kobiecej autonomii: „Ręce precz!” czyli "O dostępie do mojego ciała decyduję ja".




Między wyciągniętą ręką a cudzym ciałem musi być zgoda. Tak trudno to zrozumieć?!


Najpierw zobaczyliśmy dłonie. Wyciągnięte z ciemności, otaczające jasną sylwetkę kobiety, jakby każda chciała ją dotknąć i uszczknąć odrobinę jej intymności i wolności. Potem dostrzegliśmy jej postawę: ręce na biodrach, łokcie na zewnątrz, żadnego potulnego kulenia się pod naporem cudzych oczekiwań. Nad wszystkim dwa angielskie słowa: „HANDS OFF”. Ręce precz! Przekaz wydawał się oczywisty dopóki nie przyjrzeliśmy się hebrajskiemu napisowi na tułowiu postaci. To on sprawia, że praca Karen Amy Finkel Fishof okazuje się znacznie ciekawsza od zwykłego plakatu protestacyjnego.


Dzieło nosi tytuł „Hands Off. Shomer Negiah” i powstało w 2019 roku. Jego autorka, amerykańska artystka urodzona w nowojorskim Bronksie i związana z Los Angeles, studiowała malarstwo na Syracuse University, a następnie rozwijała umiejętności w londyńskiej St. Martins School of Art. Zajmowała się również projektowaniem graficznym i oprawą wizualną przedsięwzięć komercyjnych. W jej sztuce widać wyczucie mocnego znaku: sylwetka, kontrast i kilka słów potrafią zatrzymać wzrok skuteczniej niż rozbudowana opowieść.


Hebrajskie słowa שומר נגיעה - shomer negiah odnoszą się do osoby przestrzegającej religijnych zasad ograniczających dotyk między osobami przeciwnej płci. To praktyka znana z judaizmu ortodoksyjnego, z wyjątkami dotyczącymi najbliższej rodziny i z różnicami interpretacyjnymi, choćby w sprawie podawania ręki. Nie jest zatem prostym zakazem dotykania kobiet. Reguła dotyczy obu płci, a jej zakres zależy od rodzaju relacji i okoliczności kontaktu.


Co jednak religijna zasada robi w obrazie wyglądającym jak feministyczny manifest? Właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza naszym zdaniem rozmowa, jaką artystka prowadzi z widzem. Zestawia tradycyjną powściągliwość w kontaktach fizycznych ze współczesnym pytaniem o granice dostępu do kobiecego ciała. Co dla jednej osoby jest niewinnym gestem, dla drugiej może być naruszeniem intymności. Poufałość nie staje się przecież mile widziana tylko dlatego, że jej sprawca uważa się za sympatycznego człowieka.


Nie jest to jednak wyłącznie nasze odczytanie. Finkel Fishof wyjaśniała, że praca dotyczy sprawczości i skłania do zastanowienia nad przyjętymi wyobrażeniami o codziennym, pozornie niewinnym dotyku. Z kolei w recenzji wystawy w USC Fisher Museum of Art powiązano ją bezpośrednio z ruchem #MeToo. Religijne pojęcie zostało więc świadomie wprowadzone w obszar współczesnej dyskusji o cielesnej autonomii. W naszym odczuciu siła tego zabiegu polega na nieoczywistym wykorzystaniu tradycji. Reguła, którą świecki odbiorca mógłby odruchowo uznać za kolejne ograniczenie, staje się tutaj sprzymierzeńcem kobiecego „nie”.


Nie trzeba przyjmować religijnego uzasadnienia, by dostrzec wspólną myśl: cudze ciało nie jest przestrzenią swobodnego dostępu. Artystka pozwala spotkać się dwóm językom, które nie zawsze mają ochotę ze sobą rozmawiać - językowi religijnych zobowiązań i językowi osobistej wolności. Otaczające postać dłonie nadają temu spotkaniu niepokojącą intensywność. Pozbawione twarzy i ciał swoich właścicieli, wyglądają jak samodzielne narzędzia sięgania, chwytania, zawłaszczania, chamskiego obmacywania. Nie wiemy, do kogo należą. W kontekście stanowczego napisu odczytujemy je jednak jako presję: wiele cudzych gestów skierowanych ku jednej osobie.


Kobieta w centrum nie przyjmuje pozy bezbronnej ofiary. Ręce oparte na biodrach i wysunięte łokcie wyznaczają jej własny obszar. Jest w tym geście pewność siebie, może nawet odrobina zniecierpliwienia: czy naprawdę trzeba jeszcze tłumaczyć coś tak podstawowego? Rozrzucone włosy dodają sylwetce energii. Brak czytelnych rysów twarzy sprawia natomiast, że uwagę skupiamy na postawie ciała. To ono wypowiada odmowę, zanim zdążymy przeczytać słowa.


Duże znaczenie ma także technika wykonania. „Hands Off. Shomer Negiah” jest fotogramem, a więc obrazem fotograficznym powstałym bez użycia aparatu. Artystka aranżuje w ciemni sceny z ludźmi, przedmiotami i napisami na papierze światłoczułym, po czym naświetla go i wywołuje. Miejsca osłonięte przed światłem pozostają jasne, pozostałe ciemnieją. W rezultacie powstają białe sylwetki, szare przejścia i głęboka czerń. Nie istnieje negatyw, z którego można by wykonać serię identycznych odbitek: każdy taki obraz jest osobnym, niepowtarzalnym obiektem.


W opisie zamieszczonym przez autorkę w serwisie PHmuseum ta praca figuruje jako fotogram z użyciem farby akrylowej. Jej wymiary - około 203 × 163 centymetry - też nie są obojętne. Oglądana na ekranie może przypominać niewielką grafikę. W przestrzeni wystawowej konfrontuje widza z postacią bliską ludzkiej skali, a napis „Ręce precz!” nabiera niemal fizycznej stanowczości.


Podoba nam się jeszcze jeden paradoks tej pracy. Obraz broniący granic dotyku powstaje dzięki bezpośredniej obecności ciała przy światłoczułej powierzchni. Ciało pozostawia swój ślad, a równocześnie ogłasza, że nie każdy ma prawo po nie sięgać. Sama technika współtworzy więc sens dzieła. Artystka nie potrzebowała dosłownej sceny przemocy - wystarczyły jej zachłanne dłonie i zdecydowana w swej wymowie sylwetka aby jasna odmowa stała się faktem. To kolejna praca we współczesnej sztuce o granicy, którą można zobaczyć, choć w codziennym życiu tak łatwo udawać, że jej nie ma.




​




O sztuce i jej nieoczywistych historiach 👉 osinska-mierzejewski.info

​





Michałki nie tylko artystyczne

Ilona Osińska & Piotr Mierzejewski

od 2024