Gdy spojrzymy na ten obraz wpierw widzimy czerwoną suknię, papierosa i mocno umalowaną twarz. Dopiero potem wbija się w nas spojrzenie - uważne, twarde, pozbawione śladu przymilności. „Lissy” Elfriede Lohse-Wächtler przyciągnęła nas podobieństwem do „Burdelmamy” Ottona Dixa, o której już pisaliśmy. Im dłużej jednak patrzyliśmy, tym wyraźniej dostrzegaliśmy odmienność tych dwóch kobiet. A poznanie losów malarki sprawiło, że ten pełen życia portret nabrał dla nas szczególnej i bardzo bolesnej wymowy.
Akwarela powyżej prezentowana pochodzi z 1931 roku i nosi tytuł „Lissy”. Według Städel Museum we Frankfurcie nad Menem. Modelka o imieniu Lissy była prostytutką pracującą w hamburskiej portowej dzielnicy St. Pauli. Malarka przedstawiła ją we wnętrzu domu publicznego z dwoma klientami w tle. Lissy zajmuje niemal całą wysokość kompozycji. Czerwień sukni podkreśla linię jej ciała, ale skręt tułowia i głowa zwrócona ku widzowi komplikują pozornie oczywistą scenę. Jedna ręka spoczywa na biodrze, druga trzyma papierosa. Długie, kanciaste palce nadają gestom ostrość. Dwaj mężczyźni przy stoliku zostali zepchnięci na dalszy plan: są obecni, lecz to kobieta organizuje przestrzeń obrazu i skupia naszą uwagę. Farbę położono na rysunku ołówkowym. Przejrzystość akwareli pozwala kresce pozostać widoczną, a miejscami wręcz przejąć prowadzenie. Kontury drżą, powtarzają się i odkształcają czerwienie twarzy kontrastują z chłodnymi cieniami wokół oczu. Sylwetka wydaje się jednocześnie mocna i niespokojna. W tym portrecie nic nie zastyga w gładką, salonową pozę.
Nie da się w żaden sposób odczytać spojrzenia Lissy jako obiecującego zaproszenia. Jest w nim raczej czujność, może zniecierpliwienie, a może pytanie o intencje obserwatora. Städel Museum w komentarzu również podkreśla podmiotowość modelki: w jego interpretacji przed widzem staje przede wszystkim pewna siebie kobieta. Wydaje się nam, że akwarela stawia odbiorców w raczej niewygodnym położeniu - przyszliśmy ją oglądać, a tu nagle odkrywamy, że sami jesteśmy oglądani.
Skojarzenie tego obrazu ze wspomnianym OttonemDixem nie jest przypadkowym zestawieniem nazwisk. Oboje artyści należeli do kręgu drezdeńskiej awangardy, a Dix był bliskiem przyjacielem malarki. Jego „Puffmutter”, namalowana w 1923 roku, poprzedziła „Lissy” o osiem lat. Łączą te przedstawienia kobieta związana z nierządem, papieros, mocny makijaż, wyraziste rysy oraz połączenie barwnej plamy z ostrą kreską. Nie znaleźliśmy jednak dokumentu ani opracowania potwierdzającego, że właśnie „Burdelmama” była bezpośrednią inspiracją dla Lohse-Wächtler. Możemy raczej mówić o pokrewieństwie, ale nie o udowodnionym zapożyczeniu. Różnica między tymi dwiema pracami jest równie zajmująca. U Dixa naszą uwagę przykuwa starzejąca się twarz i makijaż, który zdaje się jeszcze mocniej uwydatniać upływ czasu. U Lohse-Wächtler ważniejsza staje się konfrontacja: Lissy zajmuje miejsce, odwraca głowę i odpowiada spojrzeniem. Nie chcemy sprowadzać tego do prostego przeciwstawienia bezlitosnego mężczyzny i współczującej kobiety. Obie prace korzystają z deformacji, obie potrafią zaniepokoić. W „Lissy” mocniej odczuwamy jednak obecność konkretnej osoby, której nie da się zamknąć w określeniu jej zawodu.