Najpierw była ciemność.
Akt kobiecy Bolesława Surałło-Gajduczeniego





ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

​






Modelka odwróciła się do nas plecami. Twarz skryła w cieniu, nie szuka naszego spojrzenia. Mimo to trudno zarzucić jej niegościnność: światło odsłania kark, plecy, biodra i pośladki, pozostawiając widzowi całkiem sporo powodów, aby zatrzymał wzrok.


Bolesław Surałło-Gajduczeni najwyraźniej wiedział, że w sztuce odwrócenie się od publiczności może być skutecznym sposobem przyciągnięcia jej uwagi. Ta niewielka grafika ze zbiorów Biblioteki Narodowej, dostępna w Polonie, nosi katalogowy tytuł [Akt kobiecy]. Wykonano ją w mezzotincie opis podaje wymiary 19,2 × 12 centymetrów i datę [1930]. Tytuł nadany został przez katalogującego, a rok zapisano w nawiasach kwadratowych. Nie mamy więc autorskiego komentarza, który podpowiadałby, jak patrzeć. I bardzo dobrze — zacznijmy od patrzenia.


Naga postać stoi w ciemnej, bliżej nieokreślonej przestrzeni. Głowę pochyla i nieznacznie zwraca w bok. Prawe ramię unosi, zginając je w łokciu dłoń zarysowuje się wysoko, przy ciemnej powierzchni przypominającej kotarę. Układ nóg, z jedną lekko ugiętą, nadaje sylwetce miękką asymetrię. Nie ma tu sztywności anatomicznego demonstratora. Jest ciało uchwycone w pozie, która sugeruje chwilę ruchu albo krótkie zatrzymanie. Otoczenie pozostaje niejasne. Po bokach można dopatrywać się fałd tkaniny, zwłaszcza po prawej, gdzie ukośne pasmo prowadzi wzrok ku dołowi. Czy kobieta odsuwa zasłonę? Czy tylko opiera o nią dłoń? Reprodukcja nie pozwala tego rozstrzygnąć. Gest wystarcza jednak, aby zwykłe studium pleców nabrało odrobiny zagadkowości. Coś mogłoby się za chwilę wydarzyć — choć artysta nie zobowiązuje się powiedzieć co.


Najwięcej mówi tutaj światło. Wydobywa kark i obręcz barkową, ślizga się po nierównościach pleców, zaznacza zagłębienie wzdłuż kręgosłupa. Szczególnie wyraźnie rozjaśnia dolną część pleców i pośladki. Niżej stopniowo ustępuje ciemności: nogi tracą ostrość, stopy ledwie odcinają się od podłoża. Ciało jest zarazem obecne i nieuchwytne, jakby mrok niechętnie oddawał je spojrzeniu.


To właśnie pole do popisu dla mezzotinty, zwanej sztuką czarną. W jej klasycznej metodzie najpierw ziarnuje się metalową płytę, przygotowując powierzchnię, która zatrzyma farbę i wydrukuje głęboką czerń. Następnie wybrane partie wygładza się, uzyskując szarości i światła. Grafik niejako wydobywa obraz z ciemności. Miękkie przejścia tonalne, charakterystyczne dla tej techniki, pozwalają modelować ciało bez ostrego obwodzenia go konturem.
U Surałło-Gajduczeniego ta właściwość techniki współtworzy nastrój. Sylwetka nie jest wycięta z tła. Jej granice miejscami słabną, a ciemność otoczenia przenika w cienie na skórze. Można odnieść wrażenie, że gdyby światło przygasło odrobinę, kobieta zniknęłaby nam z oczu.

Erotyzm tej pracy jest czytelny, ale powściągliwy. Wynika z odsłonięcia ciała, z prowadzenia światła i z naszej pozycji wobec modelki, która nie odwzajemnia spojrzenia. Oglądamy ją, pozostając poza jej uwagą. Powstaje wrażenie podpatrzonej intymności — choć sama poza mogła przecież zostać starannie zaaranżowana w pracowni.

Artystyczna spontaniczność miewa bardzo cierpliwych reżyserów. Przyjmując katalogowe datowanie, autor miał około dwudziestu czterech lat. W tej niewielkiej kompozycji interesuje go przede wszystkim to, ile można opowiedzieć samym światłocieniem. Nie potrzebuje dekoracyjnego wnętrza, biżuterii ani mitologicznego pretekstu. Kobieta nie musi przedstawiać Wenus, aby zasłużyć na grafikę.

Katalog Polony zamyka opis informacją: „brak zawartości językowej”. Istotnie, przedstawiona kobieta nie mówi ani słowa, a jednak potrafi zatrzymać widza skuteczniej niż niejeden znakomity mówca.



​




O sztuce i jej nieoczywistych historiach 👉 osinska-mierzejewski.info

​.





Michałki nie tylko artystyczne

Ilona Osińska & Piotr Mierzejewski

od 2024