Olga Prokop-Miśniakiewicz i jej
kontrowersyjna rzeźba plenerowa









„POOPilek” według projektu Olgi Prokop-Miśniakiewicz na skwerze Dobrego Maharadży w Warszawie — różowy jegomość, który w nader bezceremonialny sposób przypominał ludziom o dobrych manierach i obowiązku sprzątania po swoich psach.

​



Podczas naszych spacerów po Ochocie któregoś dnia dostrzegliśmy na skwerze Dobrego Maharadży osobliwego zwierzaka, który najwyraźniej nic sobie nie robił z obecności przechodniów. Różowy, nader przysadzisty pies zastygł w pozie tak jednoznacznej, że nie wypadało udawać, iż nie wiemy, czemu się właśnie oddaje. Spoglądał przy tym z poczciwą miną, jak gdyby miał najzupełniej czyste sumienie, a ewentualnych powodów do zakłopotania należało szukać po naszej stronie. Trudno było nie uśmiechnąć się na jego widok, choć - jak się niebawem przekonaliśmy - ów psi żart miał służyć całkiem poważnemu napomnieniu.


Ten różowawy psiak o dwuznacznym imieniu POOPilek, powołany został do istnienia przez Olgę Prokop-Miśniakiewicz, rzeźbiarkę i malarkę związaną z Ochotą, prowadząca przy ulicy Baśniowej pracownię „Magiel Sztuki”. Artystka ma za sobą studia architektoniczne, kształcenie malarskie w łódzkiej ASP oraz dyplom rzeźbiarski obroniony z wyróżnieniem w warszawskiej Akademii Pedagogiki Specjalnej.


Różowy pies jest zatem świadomym wyborem twórczyni, która dobrze zna poważniejsze sposoby przemawiania językiem sztuki, lecz tym razem postanowiła przemówić mniej poważnie. Historia zaczęła się od kasztanowców przy Baśniowej, pod którymi, oprócz kasztanów, można było znaleźć niemiłe pamiątki pozostawiane przez psy. Rzeźbiarka obserwowała ten stan rzeczy z rosnącym zniecierpliwieniem, zwłaszcza gdy w owe pamiątki wdeptywały dzieci. Napominanie właścicieli nie przynosiło pożądanego skutku, a bywało, że kończyło się zwymyślaniem napominającej. Skoro tedy zwykła rozmowa zawodziła, należało poszukać wymowniejszego pośrednika. Tak narodził się pomysł kolorowego psa, który miał skłaniać do rozmowy, zanim ktokolwiek zdąży się obrazić.


Oryginał powstawał przez wiele miesięcy z odpadów pracownianych, między innymi plastikowych i metalowych pozostałości, łączonych pianką montażową, żywicą akrylową i włóknem szklanym. Już sama materia służyła więc intencji autorki: z rzeczy przeznaczonych do wyrzucenia wyrastał rzecznik porządku. Imię otrzymał równie przewrotne — swojskiego „pupilka” skrzyżowano z angielskim poop, oznaczającym kupę. Na fotografii ujmuje nas przede wszystkim jego bezceremonialna obecność. Masywny tułów, grubo opracowana, nierówna powierzchnia, sterczące uszy i zakręcony ogon składają się na stworzenie jakby ulepione z nadmiaru dobroduszności. Kremowa biel przechodząca w róż przywodzi nam na myśl cukierniczą dekorację, której ktoś nadał rozmiary stanowczo przekraczające potrzeby tortu. Psia mina pozostaje przy tym rozbrajająco niewinna. W istocie trudno mieć pretensje do zwierzęcia adresatem pouczenia jest przecież człowiek trzymający drugi koniec smyczy.


Owa cukierkowość nie była przypadkiem. Prokop-Miśniakiewicz świadomie sięgnęła po estetykę kiczu, chcąc sprowokować odbiorców i zatrzymać ich przy sprawie, którą zwykli omijać nader zręcznym krokiem. W późniejszym wywiadzie podkreślała, że żadna z jej wcześniejszych prac nie wywołała równie silnego społecznego odzewu. Jedni psa polubili, inni oburzali się na jego wygląd, pozę i obecność w przestrzeni publicznej. Rzeźbiarka uzyskała zatem to, na czym jej zależało: obojętność stała się trudniejsza.

Dzięki współpracy z radną Barbarą Laszczkowską sąsiedzki pomysł rozwinął się w spotkania edukacyjne dla przedszkolaków, a w 2023 roku władze Ochoty zdecydowały o ustawieniu trzech replik rzeźby. Jeden z tych różowych moralistów trafił na skwer Dobrego Maharadży. Jego późniejsze zniknięcie pozostaje dla nas sprawą niewyjaśnioną, toteż nie będziemy dopisywać mu przygód, których nie potrafimy udokumentować. Przyznajemy wszelako, że pomysł artystki ma dla nas pewien nieodparty wdzięk. Pies wykonuje swoją przyrodzoną czynność, człowiek zaś otrzymuje sposobność wykazania się kulturą. I oto okazuje się, że łatwiej zgorszyć się różową rzeźbą niż zaniedbaniem całkiem rzeczywistym, choć utrzymanym w barwach znacznie bardziej naturalnych. POOPilek stawia nam tedy pytanie niezbyt wzniosłe, lecz nader praktyczne: skoro już tak troszczymy się o piękno wspólnego otoczenia, czy nie wypadałoby czasem po prostu się schylić?






​




O sztuce i jej nieoczywistych historiach

​👉 osinska-mierzejewski.info

​





Michałki nie tylko artystyczne

Ilona Osińska & Piotr Mierzejewski

od 2024