ŚMIERĆ i DZIEWCZYNA.
Nasze spotkanie z „Samaelem” Igora Volosnikova









Igor Volosnikov, „Samael”, 2026, olej na płótnie, 97 × 74 cm. Obraz wystawiony na IX Aukcji Sacrum Profanum domu aukcyjnego Art In House.




Dlaczego erotyzm tak często sąsiaduje w ludzkiej wyobraźni ze śmiercią? Wracamy do tego pytania, oglądając dzieła, w których zachwyt nad ciałem splata się z przeczuciem jego zagłady. Jest w tym związku coś, co nas oboje przyciąga i niepokoi. Przecież pożądanie wydaje się najdobitniejszym potwierdzeniem życia. Skąd więc obok niego ten uporczywy cień końca życia?


Być może odpowiedź kryje się w samym doświadczeniu bliskości. Ciało, które kochamy, jest ciepłe, żywe, obecne - i zarazem śmiertelne. Dotyk nie daje nam nad nim żadnej władzy. Nie zatrzymuje czasu, nie chroni przed utratą. Im droższy staje się człowiek, tym trudniej pogodzić się z myślą, że kiedyś może go zabraknąć. W pewnym wieku nie są to już wyłącznie rozważania nad symboliką obrazów. Sztuka dotyka nas osobiście, częściej zastanawiamy się nad przemijaniem. Właśnie w taki osobisty obszar wprowadził nas „Samael” Igora Volosnikova.


Namalowany w 2026 roku obraz przedstawia nagą, uskrzydloną kobietę, siedzącą w mrocznym, bogato ornamentowanym wnętrzu. Tytuł przywołuje postać z żydowskiej tradycji religijnej i mistycznej, kojarzoną między innymi z aniołem śmierci, oskarżycielem i kusicielem. Poszczególne przekazy przypisują Samaelowi różne role.


Malarz nadał tej niejednoznacznej istocie piękne kobiece ciało. Zatrzymuje nas szczególnie jej poza. Sylwetka układa się w miękki łuk, głowa jest pochylona, wzrok opuszczony. Rudobrązowe włosy spływają wzdłuż ramienia, dłonie pozostają swobodne. Można dostrzec w tym ułożeniu zadumę, zmęczenie, może smutek. Nie potrafimy rozstrzygnąć, który z tych stanów duszy jest jej najbliższy. Mamy jednak wrażenie, że oglądamy kogoś pogrążonego we własnym doświadczeniu, do którego nie zostaliśmy dopuszczeni.


Ta niedostępność porusza nas bardziej niż jakikolwiek groźny gest. Samael Igora Volosnikova nie potrzebuje kosy ani miecza. Nie ma przy nim umierającego człowieka. Wszystko, co mogłoby się wydarzyć, pozostaje poza ramami obrazu. Siedząca postać zdaje się czekać, choć równie dobrze mogła właśnie powrócić. Myśl, że byłaby to chwila odpoczynku między kolejnymi spotkaniami ze śmiertelnymi, nadaje jej spokojowi przejmujący sens. Otoczenie jest niemal duszne od szczegółów. Kolumny, łuki i splątane ornamenty tworzą przestrzeń przypominającą wnętrze fantastycznego sanktuarium. Niektóre formy przywodzą nam na myśl korzenie, inne szczątki nieznanych organizmów. Wzrok błądzi po nich, szukając porządku i drogi wyjścia. Złoto, oliwkowe brązy i głęboki mrok nadają temu miejscu przepych o grobowym charakterze. Wszystko wydaje się stare, ciężkie, zastygłe. Na tym tle skóra kobiety zachowuje szczególną świetlistość. Jej ciało jest najbardziej żywą częścią przedstawienia. Niemal odczuwamy jego miękkość pośród twardych ornamentów i architektonicznych form.


I właśnie tutaj pojawia się paradoks, od którego trudno nam się uwolnić: anioł śmierci ma ciało wyglądające na równie kruche jak nasze! Ciało, które można sobie wyobrazić w czułym dotyku, ale także podlegające bólowi i zranieniu. Ogromne złociste skrzydło zajmuje niemal całą lewą stronę kompozycji. Jego uporządkowane pióra przypominają blaszki ceremonialnego pancerza. Opadają ku posadzce, otaczając postać ciężkim płaszczem. Patrząc na nie, myślimy bardziej o brzemieniu niż o swobodzie lotu. Oczywiście jest to tylko nasze odczytanie, nie deklaracja malarza. Trudno jednak nie zapytać: czy istota powołana do odbierania życia mogłaby być szczęśliwa? Czy nieśmiertelność byłaby dla niej przywilejem?
Być może zbyt łatwo obdarzamy tego Samaela ludzkimi uczuciami. W opuszczonym spojrzeniu szukamy melancholii, w bezruchu - znużenia, w pięknej twarzy - zdolności do współczucia. Sami sobie dopowiadamy opowieść o aniele, któremu ciąży jego powinność. Obraz pozwala na takie domysły, lecz żadnego z nich nie potwierdza. To my chcielibyśmy znaleźć w śmierci choć odrobinę czułości.


Nie udawajemy, że zmysłowość przedstawienia jest dla nas jedynie zagadnieniem ikonograficznym. To piękne ciało przyciąga wzrok. Światło podkreśla linię pleców, biodra, uda poza pozwala podziwiać sylwetkę. Zarazem kobieta nie odpowiada na nasze zainteresowanie. Nie patrzy na widza, nie zaprasza go gestem. Pozostaje odległa, przeraźliwie obojętna. Oglądamy ją z bliska, ale ta bliskość jest uderzająco jednostronna.


Mamy przy tym świadomość, że efektowność obrazu osłabia nieco jego niepokój. Bogactwo ornamentów, złociste skrzydła i wyidealizowana uroda łatwo zatrzymują uwagę na powierzchni. Bez tytułu zapewne widzielibyśmy tu przede wszystkim fantastyczny akt. Imię „Samael” nie pozwala jednak poprzestać na zachwycie. Pozostaje w pamięci i zmienia sens tego, na co patrzymy. Wtedy przypomina się nam „Śmierć i dziewczyna” - powracający temat sztuki, w którym młodość spotyka swój nieuchronny kres. Uroda i rozkład zostają postawione obok siebie, niekiedy połączone uściskiem o wyraźnie erotycznym charakterze. Śmierć zbliża się do dziewczyny, zagarnia ją, upomina się o jej ciało. Patrząc na takie przedstawienia, odruchowo siłą rzeczy stajemy po stronie młodości. Chcielibyśmy ją ostrzec, osłonić, przytulić, wyrwać z objęć Losu.

U Volosnikova znika dzielące je „i”. Śmierć to dziewczyna ...

Piękno i unicestwienie otrzymują wspólną twarz, wspólne ciało. Dziewczyna nie oczekuje nadejścia śmierci sama jest jej ouosobieniem. To przesunięcie nadaje naszej fascynacji szczególnie niewygodny sens. Uroda, która nas przyciąga, należy do istoty, przed którą chcielibyśmy uciec. Zachwyt i lęk kierują się ku tej samej postaci. Może dlatego tak uporczywie doszukujemy się łagodności w jej opuszczonym spojrzeniu. Chcemy wierzyć, że piękno okaże się miłosierne. Samael milczy. Całą nadzieję przynieśliśmy ze sobą. Śmierć i dziewczyna - przed takim spotkaniem chcielibyśmy jeszcze dziewczynę ocalić. Ale kogo ocalić, gdy śmierć jest dziewczyną? [2]
________________________


PRZYPISY

[1] Igor Volosnikov (ur. 1964 w Kirowie w Rosji), występujący również jako Igor Volos — malarz łączący realistyczny warsztat z surrealizmem, fantastyką i symboliką. Tworzy między innymi portrety, akty, pejzaże morskie i rozbudowane kompozycje o tematyce mitologicznej. Pracował także przy projektach architektonicznych i konserwatorskich, m.in. w Jałcie i São Paulo. Swoje obrazy prezentował w różnych krajach, w tym w Hiszpanii i Argentynie. W jego twórczości szczególne miejsce zajmuje postać ludzka, ukazywana w fantastycznych przestrzeniach i otaczana bogatą ornamentyką.

[2] Warto pamiętać: kobieca uroda i melancholia należą tutaj do wizji malarza, nie do powszechnie przyjętego demonologicznego portretu Samaela, Anioła Śmierci.




​




O sztuce i jej nieoczywistych historiach 👉 osinska-mierzejewski.info

​





Michałki nie tylko artystyczne

Ilona Osińska & Piotr Mierzejewski

od 2024