Śmierć na różowo.
Franz West i jego nagrobek









Nagrobek Franza Westa na Cmentarzu Centralnym w Wiedniu. Różową rzeźbę wykonali po śmierci artysty jego dawni asystenci, powiększając jedną z jego prac. Źródło fotografii: Wikipedia.




Czy śmierć ma poczucie humoru? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że ludzie potrafią zachować je nawet wtedy, gdy wybierają sposób, w jaki chcą zostać zapamiętani.


Fotografia nagrobka Franza Westa wywołała w nas uśmiech, a zaraz potem pytanie: dlaczego właściwie uśmiech na cmentarzu miałby być czymś niestosownym? Jeśli sztuka za życia artysty bawiła, drażniła i prowokowała, to czy nad jego grobem powinna nagle spoważnieć?


Na wiedeńskim Cmentarzu Centralnym, w kwaterze grobów honorowych 33 G, ponad zielenią wyrasta przedziwny różowy kształt. Gruby, obły, miejscami niezgrabny, wygina się i wybrzusza, jakby usiłował przybrać rozpoznawalną postać, lecz w ostatniej chwili zmieniał zdanie. Upamiętnia Franza Westa [1], austriackiego artystę zmarłego w 2012 roku. Przyznajemy bez szczególnego skrępowania: skojarzenie falliczne nasuwa się nam niemal samo. Ktoś inny zobaczy zapewne skręcone jelito, osobliwy pęd roślinny albo fragment ciała istoty, której anatomii szczęśliwie nie musimy znać.


Ta wieloznaczność bardzo nam odpowiada. Rzeźba uruchamia wyobraźnię, a przy okazji wystawia na próbę naszą potrzebę nazywania wszystkiego, co widzimy. Chcielibyśmy wiedzieć, „co to jest?!”. Tymczasem różowy obiekt najwyraźniej nie zamierza ułatwiać nam zadania. Warto jednak od razu oddzielić nasze skojarzenia od udokumentowanej historii. Nie mamy podstaw, aby przedstawiać nagrobek jako jednoznaczny wizerunek fallusa ani przypisywać mu ustalonego erotycznego przesłania. Możemy mówić o tym, co w nim dostrzegamy. I właśnie ta swoboda patrzenia wydaje się tutaj szczególnie cenna.
Franz West, urodzony w Wiedniu w 1947 roku, należał do najważniejszych austriackich artystów współczesnych. W 2011 roku otrzymał Złotego Lwa za całokształt twórczości na Biennale w Wenecji. Jego dorobek obejmuje rzeźby, instalacje, kolaże i meble, a jednym z powracających wątków pozostawała relacja między dziełem a człowiekiem.


West proponował kontakt ze sztuką, w którym uczestniczyło również ciało. Tworzył niewielkie obiekty zwane Passstücke, które odbiorcy mogli podnosić, przykładać do siebie i wypróbowywać. Rzeźba stawała się partnerem dziwnego ćwiczenia, czasem czymś na podobieństwo protezy albo rekwizytu do czynności, której sens trzeba było dopiero wymyślić. Później w jego twórczości pojawiły się także meble i duże realizacje plenerowe. Humor łączył się w nich z zainteresowaniem cielesnością, psychiką i ludzkimi zachowaniami.


Nagrobna forma dobrze mieści się w tym świecie. Jej nierówna powierzchnia, widoczne połączenia i ostentacyjna niezgrabność nie pozwalają zapomnieć, że patrzymy na przedmiot wykonany ludzkimi rękami. Róż dodaje mu niemal cukierniczej ale i erotyczne beztroski. Można pomyśleć o skórze, gumie do żucia, nadmuchanej zabawce. Pośród cmentarnej zieleni ten kolor wydaje się zaskakująco żywotny.


Z autorstwem pomnika wiąże się istotny szczegół. W obiegu internetowym pojawia się opowieść, że West sam przygotował sobie nagrobek. Dokładniejsze informacje wskazują jednak, że rzeźbę wykonali już po jego śmierci dawni asystenci, powiększając znacznie mniejszą pracę artysty. O wyborze takiego upamiętnienia zdecydowały jego żona, malarka Tamuna Sirbiladze [2], oraz Franz West Privatstiftung [3]. Jest to więc realizacja oparta na dziele Westa nie należy automatycznie traktować jej jako zaplanowanego przez niego ostatniego żartu. Ta różnica czyni całą historię jeszcze ciekawszą. Bliscy i współpracownicy wybrali formę, która pozwala zapamiętać artystę poprzez jego własny język. Możemy odczytać tę decyzję jako zgodę na zachowanie jego przekory również w miejscu pochówku. Człowiek, którego twórczość wymykała się konwencjom, otrzymał upamiętnienie równie trudne do oswojenia. Najbardziej porusza nas tutaj zderzenie cielesności z miejscem, w którym ciało znika. Różowa forma pręży się, skręca, niemal domaga się uwagi. Widzimy w tym coś więcej niż dowcip: możliwość opowiadania o śmierci bez wyrzekania się całej niedorzeczności i zmysłowości życia. Żal po zmarłym może przecież sąsiadować ze wspomnieniem jego śmiechu.


Nie wszyscy muszą odczuwać to podobnie. „Vienna, Intl.” - magazyn wydawany przez WienTourismus, czyli Wiedeńską Organizację Turystyczną. wspomina, że rzeźba wywoływała gorące spory wśród odwiedzających cmentarz. Łatwo wyobrazić sobie te rozmowy: o dobrym smaku, powadze miejsca, majestacie śmierci i granicach artystycznej swobody. Nam bliska jest jednak myśl, że pamięć o człowieku powinna pomieścić również to, co było w nim zabawne, niepokorne i nieprzewidywalne. Nagrobek Westa daje takiej pamięci niezwykle wyrazisty kształt. Można się oburzyć, roześmiać, przystanąć z niedowierzaniem. Trudno przejść obojętnie.


O poczuciu humoru Westa wiele mówi historia związana z jego retrospektywą w Baltimore w 2008 roku. Artysta nie mógł przyjechać na otwarcie, ponieważ lekarz zalecił mu pozostanie w domu. Postanowił jednak uczcić bohatera tego miasta -legendarnego dziś pływaka Michaela Phelpsa, który właśnie zdobył osiem złotych medali olimpijskich. Wykonał więc dla niego własny medal. Jak wspominała kuratorka Darsie Alexander, był to najdziwniejszy „medal”, jaki kiedykolwiek widziała. Już samo wyobrażenie go wiszącego na szyi mistrza wywoływało powszechny śmiech. Nie wiemy, czy Phelps rzeczywiście go założył, ale najwyraźniej nawet osiem olimpijskich krążków nie mogło przygotować człowieka na dziewiąty - od Franza Westa. Patrząc na różową rzeźbę nad grobem artysty, myślimy, że właśnie taki śmiech jest również sposobem pamiętania.

Franz West spoczął na cmentarzu. Jego sztuka najwyraźniej nie zamierza spocząć w spokoju.
______________________
PRZYPISY

[1] Franz West (1947–2012) — austriacki rzeźbiarz i twórca instalacji, kolaży oraz mebli artystycznych, związany z Wiedniem. Zasłynął obiektami Passstücke, zachęcającymi odbiorców do fizycznego kontaktu z dziełem, oraz barwnymi rzeźbami o organicznych kształtach. Jego twórczość łączy humor z refleksją nad cielesnością i relacjami międzyludzkimi. W 2011 roku otrzymał Złotego Lwa za całokształt twórczości na Biennale w Wenecji.

[2] Tamuna Sirbiladze (1971–2016) — gruzińska malarka, urodzona w Tbilisi, działająca w Wiedniu, żona Franza Westa. Tworzyła ekspresyjne obrazy na pograniczu abstrakcji i figuracji, wyróżniające się intensywną kolorystyką i swobodnym, gestycznym sposobem malowania. Współpracowała również artystycznie z Westem po jego śmierci współdecydowała o upamiętnieniu go różową rzeźbą nagrobną.

[3] Franz West Privatstiftung — austriacka fundacja prywatna powołana przez Franza Westa w 2012 roku, krótko przed jego śmiercią. Zajmuje się zachowaniem, naukowym opracowaniem i upowszechnianiem dorobku artysty. Wspólnie z jego żoną, Tamuną Sirbiladze, zdecydowała o upamiętnieniu Westa rzeźbą nagrobną wykonaną na podstawie jednej z jego mniejszych prac.



​




O sztuce i jej nieoczywistych historiach 👉 osinska-mierzejewski.info

​





Michałki nie tylko artystyczne

Ilona Osińska & Piotr Mierzejewski

od 2024