Gdańsk we władzy Gestapo
Żydzi opuszczają Wolne Miasto



Georg Humprey





Gdańska ulica udekorowana hitlerowskim flagami.





Gdańsk, w kwietniu [1938]


Żydzi opuszczają Gdańsk. Tego faktu niepodobna ani nie spostrzec, ani też ukryć.

- Nie wypada też przejść nad nim do porządku dziennego - ma on swoją wymowę.

Zanadto wiele mówiące wymowę!


Ta masowa ucieczka żydów z Gdańska jest nieomylnym barometrem sytuacji panującej od pewnego czasu w Wolnym Mieście. Masowe wyjazy odbywały się i z Austrii na krótko przed dokonaniem Anschlussu ... Analogia w tych dwóch wypadkach jest wprost zastanawiająca dla wszystkich zdrowo myślących, a wyciągnięcie z nich odpowiedniego wniosku nie powinno nastręczać zbytniej trudności. - To jasne.


Likwidowanie żydowskich firm


Znajomy gdańszczanin powiedział mi: "Jeżeli chce pan zrobić interes, jest szalona po temu okazja - a widząc moje zdziwienie, dodał - bo widzi pan, żydzi uciekają z Gdańska i na gwałt zwijają swoje interesy. Szalona okazja! Wyprzedają wszystko za bezcen, na wpół darmo. I błagają jeszcze, żeby kupować. Zabawne, co?"

Poszliśmy "zobaczyć".


Paniczna wyprzedaż

Oto duża, stara firma, należąca do gdańskiej żydowskiej rodziny, osiadłej tu od wieków. Na chodniku przed sklepem tłum - ludzie się tłoczą nie chcąc stracić okazji taniego kupna. Są podnieceni, zgorączkowani i zaniepokojeni.


Staramy się dostać do środka. Po pewnym czasie uda się to nam z wielkim trudem.. Słychać podniesione głowy, ściska panuje nie do opisania. W powietrzu wisi atmosfera paniki. Półki są już prawie puste. Subiekci uwijają się jak oparzeni, po zmęczonych twarzach ścieka im pot. Wielkie sztuki przechodzą do rąk nowonabywców i znikają. Towar niknie wprost w oczach. Z sąsiedniej sali wygląda ponad ludzkimi głowami właściciel sklepu. którego kariera kupiecka w Gdańsku kończy się - już właściwie się skończyła.


W innych sklepach to samo, gwar, śmiesznie niskie ceny, natarczywa prośba by kupować. Wszędzie to samo, we wszystkich branżach - w różnego kalibru sklepach, oczywiście żydowskich, bo polskich już prawie nie ma - wytrzebiła je hitlerowska ręka w żelaznej rękawicy.






Na gdańskiej ulicy żolnierze i policjanci znęcają się
nad napotkanym Żydem.




Sprzedają porcelanę, materiały, fortepiany, futra, meble. - Panika i strach zmusza ludność żydowską, kupców i handlarzy do wyzbywania się czym prędzej swych "bogactw doczesnych".


Gdy w paru miejscach zapytałem czemu się to dzieje, zgadnięci nie umieli sformułować logicznej odpowiedzi. Bali się, nie ufali, przeczuwając może podstęp. Któryś z właścicieli dużego magazynu wzruszył ramionami i roześmiał mi się w nos:

-"Panie, o co pan pyta. Pan dobrze sam wie ,, Czasy nastały!"


Pozdrowienia z Rzeszy


W Gdańsku można się dowiedzieć bardzo wielu ciekawych i niezmiernie pożytecznych rzeczy. Znów tłum, ale tym razem inny. Na chodnikach i na jezdni stoją w żółto-zielonych mundurach członkowie frontu pracy _ "Arbeitsfrontu" - i wzniesieniem rąk do góry witają swych towarzyszy powracających z Niemiec.


Heil Hitler!


Co 3-4-5-6 tygodni przyjeżdżają do Gdańska na 2-3-dniowy pobyt w domu gdańscy bezrobotni, zatrudnieni w Niemczech. Wracają na ten krótki pobyt dla załatwienia spraw rodzinnych. Jest to mądrze pomyślane. Przywożą bowiem ze sobą świerzy "wiew" hitlerowskiej III-ciej Rzeszy. Dla propagandy hitlerowskiej więcej to znaczy niż tysiąc drukowanych odezw. I tą drogą wlewają się do Gdańska "idee" "odrodzonych" Niemiec. Gauleiter Foerster jest podobne zupełnie zadowolony.





Gdańsk, rok 1939: Na pierwszym planie drugi od prawej stoi Albert Forster, gauleiter Okręgu Rzeszy Gdańsk - Prusy Zachodnie.
Powieszony w więzieniu mokotowskim w Warszawie 28 lutego 1952 roku.



Aparaty podłuchowe i stilo


W Gdańsku można się dowiedzieć bardzo wielu ciekawych i niezmiernie pożytecznych rzeczy, a co najważniejsze, zupełnie nieznanych "szerszemu ogółowi". A mianowicie?...

Czy słyszał kto o tym nieprawdopodobnym na pozór fakcie, że w różnych, nielicznych zresztą, niestety "placówkach polskości", urzędowych, czy nawet półurzędowych, nie zawsze można mówić głośno o rzeczach, powiedzmy drażliwych?


Zdarzało sie, iż podobne rozmowy były podsłuchiwane i utrwalane na stilo. Tak jak w radio! Co za nadzwyczajne zainteresowanie i pietyzm dla żywego, polskiego słowa! - Takie wypadki bywały, są i będą się zdarzały w Gdańsku hitlerowskim.


Wtajemniczeni twierdzą, że "trasmitowaniem" podejrzanych, zakazanych i bardziej "ciekawych" rozmów trudni się "sławne, zasłużone i nieocenione"


Gestapo


Gestapo w Gdańsku? Ależ tak! W Gdańsku. Jest na to tysiąc dowodów. Cień agenta Gestapo dobrze jest znany w Wolnym Mieście. Funkcjonariusze tej niemieckiej politycznej policji są ludźmi z krwi i kości, to nie bohaterowie legendy, Znają ich tu, boją się, unikają, oczekują z lękiem - i gną się pod ich bezwzględną ręką.


Wywiadowcy Gestapo zjawiają się nagle, zupełnie nieoczekiwanie. Zwykły umundurowany, "zielony" policjant "schupo" w porównaniu z nimi przypomina dobrodusznego i usłużnego poczciwca.


W swoim czasie na porządku dziennym zdarzały się w Gdańsku "tajemnicze" zaginięcia różnych "wybitnych" Polaków. Przepadali jak kamień w wodę. Poszukiwania rodzin zazwyczaj nie dawały pożądanego rezultatu. Tacy najczęściej nie wracali. A jeżeli i zjawiali się w domu, , równie niespodziewanie jak znikli - to nie okazywali zbytniej chęci do zwierzeń! Prawda jednak czy prędzej, czy później ukazywała się oczom ludzi w w całej swej przeraźliwej ohydzie.






Witryna gdańskiego oddziału żydożerczego tygodnika "Der Stürmer".
Widać antysemicki plakat.




Ci ludzie wracali z Kwidzynia, Malborga i Elbląga. Z obozu koncentracyjnego lub więzienia, rzadziej z "aresztu". Takie metody stosowane były jeszcze wielokrotnie w roku 1935 przy "wyborach" do Volkstagu gdańskiego.


Dziś lęk przed Gestapo jest nie mniejszy, ale wypadki "porywań" zdarzają się rzadziej. Od czasu do czasu w regularnych odstępach. I teraz jeszcze wisi nad Gdańskiem zmora hitlerowskich więzień w Prusach Wschodnich - bez sądu, bez obrony. Za nic. To jest dla polskich gdańszczan bardzo niebezpieczne i ryzykowne sąsiedztwo, dla zanadto ciekawych turystów, chcących dowiedzieć się "prawdy" i "faktów" o Gdańsku - też. Nie zapominajmy że w Gdańsku rządzą się hitlerowcy, wielcy i mali - propagują, burzą, jątrzą, straszą i - czasami z powodzeniem - grożą.





Powyższy tekst opublikował dziennik "Nowa Rzeczpospolita" 28 kwietnia 1938 roku.

Zachowano ówczesną pisownię i interpunkcję.