FRANCISZEK DURAKIEWICZ (18?? - 1902)
Zapomniany warszawski artysta malarz



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Ulica Marszałkowska na początku XX wieku. Tu, w pobliżu skrzyżowania z Al. Jerozolimskimi, artysta malarz Franciszek Durakiewicz, będąc na rauszu lub na kacu, oferował przechodniom swoje obrazy.




Byli artyści malarze, których pogrzebała ludzka niepamięć. Ich nazwiska nigdy nie trafiły i nie trafią ani na marmurowe tablice, ani do eleganckich albumów. Czasem odnajdujemy ich prace przypadkowo, na aukcjach, w antykwariatach, wśród rzeczy po zmarłych. Podpisy nieczytelne, biografie nieistniejące. Staramy się oboje na ich ślady natrafić i jakoś zachować, nie tylko w naszej pamięci. Jednym z takich artystów był warszawski malarz Franciszek Durakiewicz.


Na przełomie wieków XIX i XX można go było niemal codziennie spotkać w samym sercu Warszawy, gdzie brukowane ulice Marszałkowskiej i Aleje Jerozolimskie tętniły bogatym życiem. Należał do grona malarzy ulicznych, których sztuka nie znajdowała miejsca ani w galeriach, ani w salonach. Wystawiali więc swoje obrazy na chodnikach, opierając je o ściany kamienic, latarnie, czasem o własne nogi. Przechodnie mijali ich obojętnie. Nieliczni tylko zatrzymywali się, rzucali okiem na pejzaż, portret, scenę miejską – rzadko jednak sięgali po portfel. Dla wielu malarzy dzień kończył się tak, jak się zaczął: bez grosza, bez nadziei, z obrazami, który nikt nie chciał.


Uliczni malarze przełomu XIX i XX w. w Warszawie rekrutowali się głównie z niższych warstw społecznych. Byli to często ludzie bez formalnego wykształcenia artystycznego, samoucy, którzy próbowali swoimi obrazami jakoś zarobić na życiu. Obrazami, często niedoskonałymi technicznie, lecz pełnymi emocji, tworzonymi z pasją.


Wielu z nich żyło w skrajnej biedzie, nie mając stałego miejsca zamieszkania, a ich codzienność była naznaczona głodem, chłodem i samotnością. Alkohol bywał dla nich ucieczką od rzeczywistości – tanie wino pomagało przetrwać dzień, znieczulić się na brak zainteresowania ich twórczością i społeczne odrzucenie. Alkohol koił głód, tłumił wstyd, pozwalał przetrwać kolejne godziny bez zarobku. Twarze ich zmęczone, poorane czasem i niedostatkiem. Kapelusze zmięte, płaszcze przetarte, buty dziurawe – to ich codzienność. W kieszeni zamiast pieniędzy – resztki farby i zmięty papier. A jednak malowali. Bo w tym brudzie, w tej nędzy, w tym zapomnieniu – sztuka jest ich ostatnim bastionem godności. Każdy pociągnięty pędzel to krzyk duszy, wołanie o zauważenie, o sens. Warszawa ich nie znała, ale oni znali ją lepiej niż ktokolwiek, z każdej perspektywy, z każdego kąta, z każdej łzy.


Takim malarzem był Franciszek Durakiewicz. Mieszkał w domu przy ul. Leszno 98* w mieszkaniu pod numerem 10. Można sądzić, iż był to skromny wynajmowany pokoik, służący zarazem za pracownię malarską. Z ogłoszeń jakie dawał wynika, że oferował "obrazy olejne różnych treści i rozmiarów", a także przyjmował zamówienia indywidualne. Klientów szukał z konieczności wśród przechodniów na ulicy Marszałkowskiej. Musiał być postacią bardzo charakterystyczną, zwracającą uwagę. Józef Galewski, scenograf teatralny i filmowy, urodzony w roku 1882, w książce "Warszawa zapamiętana" ( Józef Galewski i Ludwik B. Grzeniewski, Warszawa 1961, PIW) tak go wspominał:


"Durakiewicz - malarz przyszłości. Obrazki jego nic nie wyrażały, ale jednak coś w nich było, Durakiewicz grasował na Marszałkowskiej, między Chmielną a Nowogrodzką. Abnegat, brudny, przeważnie zagazowany, trzymał zwykle dwa niewielkie obrazki malowane olejno na tekturkach. Podsuwał każdemu pod nos te swoje działa i ochrypłym głosem lekko chwiejąc się wyjaśniał: 'Ręczna robota, za dziesięć i dwadzieścia kopiejek'. Dziś, kto wie, czy jego dzieła nie zakasowałyby taszystów. To było prawdziwe malarstwo w transie, po wypiciu paru głębszych. Wtedy nie poznawali się na tym. Każdy spojrzał i uciekał dalej."


Gdzie i kiedy urodził się Franciszek Durakiewicz, nie wiadomo. Zmarł niemal niezauważenie, nie odnotował tego żaden warszawski dziennik. Informację o jego śmierci podał jedynie tygodnik "Kraj" w numerze z 23 maja 1902 roku, nie precyzując, kiedy to dokładnie nastąpiło.

Nazwiska jego daremnie szukać w wielotomowym "Słowniku Artystów Polskich", wydanym przez Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk.


______________

Przypis

* Po śmierci Franciszka Durakiewicza pod tym adresem, od roku 1903, zaczęła funkcjonować Fabryka Towarzystwa Akcyjnego Zakładów Elektrotechnicznych inżyniera Kazimierza Patzera, spalona we wrześniu 1939 roku.