- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
- frida-diego-banknot
- siemiradzki-kobieta-albo-waza
- siemiradzki
- malcolm-t-liepke
- madonna-kolekcja-obrazow
- hopper-railrod sunset
- lev-trotsky
- tomasz-koper-ziarno
- tomasz-koper-ziarno
- agnieszka-wagner
- kamila-kowalik
- ekslibris
- femme-qui-pisse
- bron-jej
- juan-pantaleon
- rorris-angelika
- totem
- sasna-hitler
- picabia
- francis-picabia
- czarownice
- czarownice
- ilona-osinska
- lampa-filozofow
- szczypas
- hitlerowska-matka-boska
- princess
- madonna-child
- laurie-simmons
- pawiak-sprzedany
- lorenzo-aguirre
- gala-milovskaya
- abel-warshawsky
- xavier-sager
- banksy-toxic-mary
- corrubias-francisco-franco
Banksy, "Toxic Mary", 2003, farba natryskowa na dwóch panelach, 180 × 188 cm. Awers i rewers karty Christie’s zapowiadającej wystawienie pracy na londyńskiej aukcji Post-War and Contemporary Art Day Sale 13 lutego 2020 roku estymacja: 400–600 tys. funtów. Fotografia z oferty eBay, wykorzystana w celach dokumentacyjnych i analizy krytycznej.
Artykuł ten jest naszym pierwszym podejściem do twórczości Banksy’ego. Postanowiliśmy rozpocząć od "Toxic Mary" — pracy tyleż efektownej, co jednoznacznie drażniącej — i przyjrzeć się jej na przekór obiegowemu poglądowi, wedle którego artysta przedstawił po prostu religię jako truciznę przekazywaną dzieciom. Chcemy sprawdzić, czy sam obraz nie mówi jednak czegoś więcej niż jego prowokacyjny tytuł i czy — być może wbrew intencjom Banksy’ego — nie pozostawia miejsca na obronę Maryi.
Wybraliśmy tę pracę również ze względu na jej bohaterkę. W kraju tak głęboko, gwałtownie, a chwilami wręcz upiornie katolickim jak Polska Matka Boska nigdy nie jest i nie może być wyłącznie tematem historii sztuki. Wciąż jeszcze pozostaje przedmiotem czci, narodowym symbolem, narzędziem polityki i figurą zdolną wzbudzać natychmiastowe emocje — od ekstatycznego zachwytu po obrazoburczy sprzeciw. Banksy, wkładając w jej dłoń butelkę z trucizną, musiał wiedzieć, że dotyka jednego z najbardziej czułych miejsc chrześcijańskiej wyobraźni. Staraliśmy się wyrazić swoje poglądy językiem możliwie obiektywnym, równie dalekim od religianctwa, jak od antyreligijnej napastliwości. Czy nam się to udało – nie nam oceniać.
Matka Boska – albo, jeśli dochować teologicznej ścisłości, Matka Boża – tuli nagie Dzieciątko. Pochyla ku niemu głowę z tą samą czułością, którą przez stulecia malowali Rafael, Bellini i niezliczeni twórcy religijnych obrazów. Dziecko spoczywa bezpiecznie na jej rękach. Ma aureolę, ona również. Wszystko wygląda znajomo aż do chwili, gdy zauważamy butelkę. Jest jaskrawopomarańczowa, zakończona smoczkiem i oznaczona trupią czaszką ze skrzyżowanymi piszczelami! Zamiast mleka Maryja podaje Jezusowi truciznę.
Banksy nazwał tę pracę "Toxic Mary" — "Toksyczna Maryja". Tytuł zdaje się wydawać wyrok jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Ale czy rzeczywiście to Maryja jest tutaj trucicielką? A może obraz Banksy’ego mówi coś więcej, niż chciał powiedzieć sam artysta?
Obraz przypisywany Leonardowi da Vinci, "Madonna Litta", połowa lat dziewięćdziesiątych XV wieku, Ermitaż w Petersburgu.
Tradycyjny motyw Maryi karmiącej Dzieciątko — jej pokarm Banksy w "Toxic Mary" zastąpił butelką oznaczoną symbolem trucizny. Domena publiczna.
Madonna w londyńskim magazynie
Motyw "Toxic Mary" został po raz pierwszy zaprezentowany w 2003 roku podczas Turf War, pierwszej dużej indywidualnej wystawy Banksy’ego, urządzonej nie w eleganckiej galerii, lecz w opuszczonym magazynie we wschodnim Londynie. Lokalizację ujawniono w ostatniej chwili, artysta nie pojawił się osobiście, a wystawa — na której znalazły się również żywe zwierzęta pokryte malowanymi znakami — została zamknięta wcześniej, niż planowano.
Pokazana powyżej praca z samolotami nie jest najbardziej rozpowszechnioną wersją Toxic Mary — pojedynczą serigrafią przedstawiającą jedną Madonnę z Dzieciątkiem — lecz unikatową, monumentalną kompozycją wykonaną przez Banksy’ego farbą w sprayu na dwóch panelach o łącznych wymiarach 180 × 188 centymetrów.
Artysta powracał do tego przedstawienia w kilku odmianach. Istnieją duże wersje malowane na drewnie i kartonie, z celownikami oraz samolotami bojowymi, a także znacznie prostsza grafika, w której pozostała tylko jedna Madonna z Dzieciątkiem i zatrutą butelką. Serigrafię wydano w nakładzie 150 egzemplarzy sygnowanych i 600 niesygnowanych. Poszczególne odbitki są datowane na 2003 lub 2004 rok.
Banksy, "Toxic Mary", 2003, detal reprodukcji zamieszczonej na karcie aukcyjnej Christie’s. Pomarańczowa butelka z czarnym symbolem czaszki i skrzyżowanych piszczeli przywołuje język znaków ostrzegających przed substancjami toksycznymi.
Fotografia z oferty eBay.
Jedna zmiana wystarczyła
Banksy nie musiał karykaturować Maryi. Nie dorysował jej szatańskich rogów, grymasu nienawiści ani szyderczego uśmiechu. Przeciwnie — zachował niemal cały tradycyjny język malarstwa maryjnego: pochyloną głowę, delikatny profil, opiekuńcze ramiona, miękkie fałdy płaszcza i koliste aureole.
Wprowadził tylko jeden obcy przedmiot.
Butelka działa jak wizualny ładunek wybuchowy. Nie niszczy rozpoznawalności dawnego obrazu, lecz odwraca jego znaczenie. Najczulszy gest matki staje się aktem śmiertelnego zagrożenia. To, co miało karmić, zabija. To, co wygląda na troskę, okazuje się przemocą. Oto powód dla którego "Toxic Mary" jest bardziej niepokojąca niż zwyczajna antyreligijna karykatura. Maryja nie zachowuje się jak świadoma zbrodniarka. Spokojnie wykonuje czynność, którą uważa za naturalną i dobrą. Podaje truciznę z taką czułością, jakby naprawdę podawała mleko.
Banksy dotyka w ten sposób znacznie szerszego problemu: zła przekazywanego nie przez jawnych oprawców, lecz przez ludzi przekonanych, że czynią dobro. Rodzice, nauczyciele, duchowni, politycy i wychowawcy mogą podawać dzieciom gotowe lęki, uprzedzenia oraz nienawiść właśnie dlatego, że sami zostali nimi wcześniej nakarmieni.
Hermann Rorschach, pierwsza plansza testu plam atramentowych, 1921. Dwustronna symetria kleksa stanowi kontekst formalny dla monumentalnej wersji "Toxic Mary", w której postać Maryi została powielona jak odbicie na złożonej i ponownie rozłożonej kartce. Domena publiczna.
Madonna jak rozłożony kleks
W monumentalnej wersji postać Maryi została dwukrotnie powtórzona i lustrzanie odwrócona. Kompozycja przywodzi na myśl kleksografię — dziecięcą zabawę, w której kartkę z plamą tuszu lub farby składa się na pół, a następnie otwiera i w powstałym symetrycznym kształcie rozpoznaje ludzi, zwierzęta, fantastyczne stwory, niekiedy zaś odczytuje wróżbę.
Banksy oczywiście nie stworzył swojej pracy przez złożenie pomalowanej powierzchni. Posłużył się szablonem i świadomie powtórzył figurę. Podobieństwo wizualne pozostaje jednak uderzające: pionowe łączenie dwóch paneli wygląda jak ślad po zgięciu kartki, obie połowy odpowiadają sobie niczym lustrzane odbicia, a długie zacieki czarnej farby przypominają strużki mokrego atramentu wypływające z rozgniecionego kleksa.
Skojarzenie prowadzi również ku testowi Rorschacha, w którym oglądający próbuje nadać znaczenie symetrycznym plamom. U Banksy’ego kształt nie jest wprawdzie abstrakcyjny: wyraźnie widzimy Madonnę, Dzieciątko, zatrutą butelkę i samoloty bojowe. Nadal jednak to widz musi odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czym jest trucizna? Religią, ideologią, wojenną propagandą, toksycznym dziedzictwem rodzinnym czy wszystkim tym jednocześnie?
Z niewinnej dziecięcej kleksografii wyłania się więc złowroga wróżba. Jeżeli dzieci od początku karmione są trucizną, samoloty umieszczone poniżej pokazują, dokąd może prowadzić takie wychowanie.
Europejski znak substancji toksycznej stosowany przed wprowadzeniem systemu GHS: czarna czaszka na jaskrawopomarańczowym polu. Kolor i symbolika znaku pozwalają odczytać butelkę z "Toxic Mary" nie jako zwykłe opakowanie, lecz jako przedmiot jawnie przestrzegający przed niebezpieczeństwem. Domena publiczna.
Czy Banksy oskarża chrześcijaństwo?
Najczęściej powtarzana interpretacja "Toxic Mary" brzmi bezlitośnie: religia jest trucizną podawaną człowiekowi od niemowlęctwa. Rodzice przekazują ją dzieciom, dzieci swoim dzieciom i w ten sposób toksyczna doktryna wędruje przez pokolenia. Taką wykładnię znajdziemy w licznych katalogach aukcyjnych. Christie’s pisał o ukazaniu religii nie jako siły dającej schronienie, lecz jako „społecznej trucizny”.
Naszym zdaniem trzeba jednak zachować ostrożność i nie zapędzać się w tym kierunku. Jest to tylko komentarz autorów katalogu, a nie wypowiedź samego Banksy’ego. Artysta rzadko objaśnia swoje prace, pozostawiając widzowi przestrzeń do interpretacji a handlarzom sztuki przestrzeń do tworzenia efektownych opowieści.
Możliwe są również inne odczytania. Jaskrawopomarańczowa barwa butelki i czarny znak trupiej czaszki przywołują wizualny język tablic oraz etykiet ostrzegających przed trucizną, promieniowaniem albo niebezpieczeństwem eksplozji. Butelka już z daleka komunikuje zagrożenie równie jednoznacznie jak oznaczenie pojemnika z niebezpieczną substancją. Tym bardziej wstrząsające jest to, że Maryja zdaje się ostrzeżenia nie dostrzegać i spokojnie podaje zawartość Dzieciątku.
Obrona Maryi
Spróbujmy jwięc spojrzeć na obraz raz jeszcze. Czy trucizna pochodzi z piersi Maryi? Nie! Znajduje się w obcym, nowoczesnym przedmiocie. Maryja nie wytwarza jej swoim ciałem. Nie karmi Dzieciątka własnym zatrutym mlekiem. Ktoś przygotował płyn, napełnił nim butelkę, oznaczył ją symbolem śmierci i podał matce do ręki.
Także sposób ukazania Maryi nie potwierdza oskarżenia zawartego w tytule. Nie jest odrażająca ani okrutna. Banksy pozostawił jej piękno, czułość i skupienie. Gdyby naprawdę chciał przedstawić Maryję jako źródło zła, mógłby zdeformować jej twarz, nadać jej demoniczne rysy albo pokazać świadomą satysfakcję z cierpienia dziecka. Niczego takiego nie zrobił. Maryja wygląda raczej jak ktoś, kto sam został oszukany.
Tytuł "Toxic Mary" przerzuca winę na matkę, lecz kompozycja podpowiada, że prawdziwego sprawcy należy szukać poza nią — w systemie produkującym zawartość butelki. Maryja staje się narzędziem cudzego działania, podobnie jak rodzice przekazujący dzieciom poglądy, których sami nigdy nie nauczyli się kwestionować.
Banksy chciał prawdopodobnie uderzyć w religię za pomocą wizerunku Maryi. Niechcący pozostawił interpretatorom jednak możliwość jej obrony: Matka Boska nie jest tutaj trucizną. Jest osobą, której podmieniono pokarm.
Kościół karmiący zatrutym mlekiem?
Katolicka teologia dostarcza tej interpretacji zaskakująco mocnego uzasadnienia. Od pierwszych stuleci chrześcijaństwa Maryję uważano za figurę i wzór Kościoła. Maryja jest matką Chrystusa, Kościół zaś — matką wierzących. Obie mają rodzić człowieka do nowego życia, otaczać go opieką i prowadzić ku zbawieniu.
Paweł VI w adhortacji Marialis cultus przywołał starożytne wyobrażenie wiernych jako dzieci Kościoła: „rodzimy się z łona Kościoła, jesteśmy karmieni jego mlekiem, otrzymujemy życie z jego Ducha”.
Banksy — świadomie lub przypadkowo — dokonał dokładnego odwrócenia tej metafory. Kościół-Matka nadal karmi, lecz mleko zostało zastąpione trucizną. Święty pokarm zamienił się w ideologię, a macierzyńska troska — w narzędzie kontroli. Z katolickiego punktu widzenia nie musi to oznaczać oskarżenia wiary jako takiej. Może być oskarżeniem Kościoła, który w określonych momentach historii pozwalał, aby do ewangelicznego pokarmu domieszano nacjonalizm, politykę, fanatyzm, strach, przemoc albo ochronę własnych interesów.
To nie Maryja zatruwa wtedy mleko. Zatruwają je ludzie, którzy wykorzystują jej wizerunek jako pieczęć mającą uświęcić zawartość butelki.
Bluźnierstwo czy obraz proroczy?
Nie istnieje znane oficjalne stanowisko Watykanu ani episkopatu odnoszące się bezpośrednio do "Toxic Mary". Określenie pracy jako „bluźnierczej” pojawia się przede wszystkim w tekstach galerii, domów aukcyjnych i pośredników handlujących grafikami Banksy’ego. Trudno jednak dziwić się katolikowi, który czuje się tym przedstawieniem dotknięty.
Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że cześć okazywana świętemu wizerunkowi odnosi się do przedstawionej osoby, a zakaz bluźnierstwa obejmuje także znieważanie Kościoła, świętych i rzeczy świętych. Dla wierzącego obraz Maryi karmiącej Jezusa trucizną nie jest więc jedynie niewinną grą z historią sztuki.
Dzieło artysty może jednak jednocześnie pełnić funkcję niemal prorocką. Biblijni prorocy także posługiwali się obrazami gwałtownymi, przesadnymi i bolesnymi. Nie występowali przeciwko wierze, lecz przeciwko ludziom, którzy używali religii jako zasłony dla niesprawiedliwości. Wszystko zależy zatem od tego, kogo uznamy za właściwy cel ataku. Jeżeli "Toxic Mary" ma dowodzić, że każda religia jest trucizną, katolik musi odrzucić jej przesłanie. Jeżeli jednak pokazuje, że religia może zostać zatruta przez władzę, przemoc, hipokryzję i bezmyślne posłuszeństwo, obraz stawia pytanie, przed którym człowiek wierzący nie powinien uciekać.
Toksyczny jest pokarm, nie Matka
Banksy potrzebował Maryi, ponieważ nie istnieje w kulturze europejskiej drugi równie czytelny obraz bezwarunkowego bezpieczeństwa. Gdyby truciznę podawał dziecku żołnierz albo polityk, zobaczylibyśmy jedynie zwyczajną przemoc. Dopiero zatruta butelka w dłoni najczulszej z matek wywołuje prawdziwe przerażenie.
Artysta wykorzystał zatem świętość Maryi, aby wzmocnić własne oskarżenie. Jednocześnie nie potrafił — albo nie chciał — odebrać jej czułości i piękna. Dzięki temu jego praca zaczyna wymykać się tytułowi.
Maryja nie wygląda na toksyczną. Toksyczna jest zawartość butelki. Toksyczny może być system, który tę butelkę napełnił. Toksyczni mogą być ci, którzy chcą posłużyć się autorytetem matki, Kościoła, narodu albo Boga, aby skłonić następne pokolenie do wypicia tego, czego sami nie odważyliby się nazwać trucizną. Wbrew tytułowi Banksy’ego nie patrzymy więc na Toksyczną Maryję. Patrzymy na Maryję postawioną w zatrutym świecie — i na rozpaczliwie aktualne pytanie: kto podmienił mleko w jej butelce?